Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 grudnia 2018

Co śmiesznego jest w człowieku


Jakiś pan spytał mojego przyjaciela Jaime Cohena:
- Proszę mi powiedzieć, co jest najśmieszniejszego w ludziach.
Cohen odpowiedział:

czwartek, 9 lutego 2017

Wiślana poezja Jolanty Michalskiej


Główna okładka tomiku poezji Jolanty Michalskiej.
Czy istnieje poezja osobna, ukryta i niewidzialna? Po takim zapytaniu, wielu piszących, byłoby uszczęśliwionych, albo zniesmaczonych. Poznałem taką spod pióra pozerów, udających, że niby poznali jej istotę. Cóż za arogancja! Z doświadczenia wiem, że czysty wiersz tworzy demiurg cierpienia, albo tęsknoty. Czasem jest aktem lewitacji, gdy twórca jest nieziemsko szczęśliwy. A tak po prawdzie sumą wszystkiego po trosze, jak przeżycia uciułane na co dzień przez poetę.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Rzeka u Edwarda Redlińskiego...

Któż nie zna pisarstwa Edwarda Redlińskiego z jego genialną powieścią pt. Konopielka? Luzackiego stylu pisania, z gwarą ludową bohaterów tej książki? To po prostu niedoścignione mistrzostwo.Jest jednak pewien drobiazg, do którego czasami muszę powrócić. Oczyścić się ze złego. Jeden z tych tekstów zamieszczam poniżej, bo jego prostota powala. To konwersacja autora dziełka z niejakim panem Matoszko. Rozmowa miastowego z wieśniakiem. Pomimo, że akcja toczy się na Podlasiu, myślę, że mogłaby mieć miejsce w każdym innym zakątku Polski. A nad Wisłą  na pewno.

Wiślana przestrzeń rzeki.

czwartek, 20 sierpnia 2015

Promocja nowej książki Stanisława Fidelisa o Wiśle


W dniu 22 sierpnia 2015 roku o godz. 16.00 w Sali Barokowej Opactwa Pobenedyktyńskiego w Płocku,  ul. Tumska 3 nastąpi promocja książki kp. Stanisława Fidelisa pt. Semper Fidelis Vistulae. To kolejne wiślane dzieło autora poświęcone rzece Wiśle, żegludze i pamięci ludzi, którzy żyli z rzeki. Znając od ''podszewki'' tematy wodniackie i zawodowe pana kapitana, można sądzić, że czeka nas kolejna uczta gawędziarska.

niedziela, 5 października 2014

Pisarz Wiesław Myśliwski w Książnicy Płockiej

W budynku Książnicy Płockiej im. Władysława Broniewskiego w Płocku odbyło się otwarcie wystawy zatytułowanej: ''Którzy tworzyli wolność...'' Została ona poświęcona wybranym autorom, dla których tematyka wolności odgrywała wielkie znaczenie w ich pisarstwie. Jednym z gości i jednocześnie bohater owego wernisażu był gigant polskiej literatury, pan Wiesław Myśliwski. Twórca takich dzieł jak ''Widnokrąg'', oraz pamiętny '' Traktat o łuskaniu fasoli''. Dwukrotny laureat literackiej Nagrody Nike.

Wiesław Myśliwski podczas podpisywania swoich książek.

poniedziałek, 19 maja 2014

W magicznym olsie

    Jesteś w niedostępnych olsach. Otaczają cię podmokłe i grząskie obszary, gdzie możesz się ukryć. Wchodzisz na niewielkie wzniesienie z którego roztaczają się widoki na rzadką kępkowo-mozaikową strukturę lasu. Jego najważniejszym elementem jest wysmukła i strzelista olsza czarna. Wieżyce pni odbijają się w tle rozległych bagnisk i mięsożernego pływacza zwyczajnego. Jest jeszcze niepozorny, wręcz niedostrzegalny. Za kilka tygodni zażółci się drobnymi kwiatkami.

Nadwiślańskie olsy.

środa, 8 stycznia 2014

Diablica. Obóz tartak w Omsku - {ku przestrodze...}



Ukazywała się drwalom, kiedy nadużyli bimbru.
   Miała mechaniczne czarno-srebrne ciało z plastykowym, prostopadłościennym pudełkiem pośrodku. Wewnątrz były kawałki kory i  metalowe kulki. Druty służyły za arterie: czerwone, zielone, jaskrawoniebieskie i żółte, niezupełnie przezroczyste, a ich zdolność do przenoszenia czegokolwiek, wszystkiego, napawała przerażeniem.

sobota, 21 września 2013

Andrzej Stasiuk w Płocku

Pisarstwo Andrzeja Stasiuka objawia współczesnemu czytelnikowi inne jakże obce mu wymiary rzeczywistości. Pośród nich wymienić należy wszechogarniające absurdy, które otaczają zwykłego szarego człowieka praktycznie na całym naszym globie. Stasiuk je kolekcjonuje, z uporem maniaka zapisuje w pamięci. Piękno krajobrazu sąsiaduje z biedą maluczkich, wyżyny zła mieszają się z niezwykłością bezinteresownej przyjaźni; zaś tam gdzie nadzieja umiera ostatnia pozostaje marzenie.

Prowadzący Maciej Woźniak z lewej i nasz gość Andrzej Stasiuk.

czwartek, 12 września 2013

Jezioro

Już jestem na ścieżce. Jest ledwie widoczna przedeptana zwierzęcymi śladami migracyjnych szlaków. Przed sobą widzę inny, obcy mi krajobraz uśpionego jeziora. Spokojny wchodzę coraz dalej w jego mnisi nastrój. Czuję,że owa inność scala się ze mną w jakiejś zielonej sferze świętości. Siadam przy jego brzegu. Nade mną wyciągnięte konary drzew zwisają kościstymi kołtunami listowia. Nawet nie drgną. Gniew porywistych podmuchów irytacji wydaje się tutaj nietaktowny.Kiedy oddycham poczciwym spełnieniem zmęczenia poszukującego pielgrzyma, mam wrażenie,że goszczę w miejscu dla niego wybranym.


wtorek, 29 stycznia 2013

Jakiś żart.


Może to wszystko jest jakimś żartem ? Moim koszmarnym snem z którego dopiero, co się zbudziłem. Jestem jak wysuszone gałązki wierzby. Już za późno, aby wypuściły młode kotki i zwabiły zziębnięte pszczoły słodkim nektarem. Teraz zamieniony w wióry z opukiwanych uderzeń dzięcioła, właściwie znikam. Staję się nawozem,odstającym kikutem na pustym polu. Nawet trznadle mną pogardzają i przelatują obok w olszynowy zagajnik.

piątek, 23 listopada 2012

Książka pt. '' Nad rzeką bobrów '', Erica Colliera.

"Jeśli mieszkasz w głuszy, uświadamiasz sobie jak gdyby wszechobecność niebezpieczeństwa w o wiele silniejszym stopniu niż ci, którzy przepychają się przez życie potrącani łokciami przez bliźnich. Śmierć czai się   tu w rozkołysanym wierzchołku drzewa, bo któż może z całą pewnością powiedzieć, kiedy to drzewo runie na ziemię. Śmierć czai się w pokrytych śniegiem jeziorach, strumieniach i rzekach, bo pod śniegową powłoką czyha wiele zdradliwych dziur, gotowych pochłonąć każdego, kto w nie wpadnie. Śmierć nadlatuje czujna i wyczekująca z podmuchem arktycznego wiatru, bo straszliwe zimno osłabia wolę i pozbawia sił tych, którzy muszą stawić mu czoło, rodząc w nich omal nieodpartą pokusę, by usiąść i chwilę wypocząć. A co stanie się, jeśli ulegną tej pokusie ? Zamiast chwili wypoczynku zasną prawdopodobnie snem, z którego nie ma przebudzenia."
Fragment z książki pt. '' Nad rzeką bobrów '', Erica Colliera . Wyd. Iskry, Warszawa 1965 r.

niedziela, 16 września 2012

W rusałczanej krainie.

Już pusto. Wkoło jakoś tak cicho. Nawet rybitwy i kormorany zamilkły.Wiatr osłabł. Jakby coś mu przykazało. W moich ustach leży ciężka moneta. Dławi mnie i przeszkadza, choć i tak nie oddycham. Ktoś mi ją tam włożył, żeby przekupić przewożnika. Czuję,że leżę i coraz bardziej zapadam się na dno łodzi. Chybocze lekko. Mam wrażenie że łączę się z drewnianymi deskami łajby.A moje ciało wiotczeje i kurczy się z wolna . Zamieniając się w spróchniałą kłodę.Moje soki wylewa czas.Zatruwa wiślane wody.Słyszę jak bulgocze.

Czy dopłyniemy ? Starzec bez twarzy wiosłuje leniwie.Przygarbiony przypomina chorą czaplę, która zaraz padnie w bezruchu.W jego zmarszczonych dłoniach jest dziwna chęć dotyku.Szuka czegoś po bokach to jedną to drugą ręką.W tej anonimowej skazie jest żądza. Czuję coraz bardziej intensywny zapach błota i szlamu.Wilgoć. Zapuszczamy się w siwy mrok rzeki.Coraz głębiej.Wiem to po tym jak odczuwam narastające zimno w moim martwym ciele.W oddali słyszę słodkie chichoty.Ochlapują mnie krople wody.



Nade mną chmury.Jęzory rozpalonego pożaru. Kończy się dzień. Swarożycowa potęga rozpłomienia się po horyzont. A ja nawet nie mogę się ruszyć.Nie jesteśmy już sami.Przy burcie płyną wodne panny. Śmieją się i łapią starca za wszystkie jego członki.On charczy obrzydliwie wyginając plugawy garb służąlczości. To jego czas miłości a mój kres odrętwienia wiecznego.Jedna z rusałczego haremu siedzi na nim i miarowo porusza blade ponętności. Jestem przerażony. Jej oczy zieją pustotą...Teraz wiem na pewno,że nie tylko ja jestem tu zjawą.Trupia topielica z towarzyszkami wodzi nas ku otchłaniom swojego więzienia.Przewożnik nie dotrzyma słowa i skończy jak my wszyscy.

Tęsknię za mostem. Chcę przejść po kładce ku krainie umarłych .Uwolnić ducha. Lecz nasza łódż płynie we mgle i błądzi. Starzec śpi upojony nienasyceniem.Zmora go dusi przez sen , więc on bełkocze ze strachu.W dłoniach wyrosły mu odkosy połamanych paznokci.Krwawią słonecznym zachodem słońca.Za chwilę spali moje kości. Będę tułaczem .

       Z dedykacją słowiańską - Darkowi - serdecznemu kompanowi ze spływu na canoe...

poniedziałek, 10 września 2012

Wiślane medytacje.

Siedzę nad brzegiem mojej rzeki i wdycham zapach szlamu.Odnajduję w tym przedziwną niczym nie dającą się wyjaśnić przyjemność. Porywy wrześniowego wiatru,łany wrotycza, piasek pod stopami-w tym znajduję posmak życia prostego.Tam nie goni mnie czas.Może on właśnie staje się moim niewolnikiem.A ja z kolei wyłapuję chwile szczęścia i wolności.Choćby były one złudną abstrakcją zrodzoną z wykoślawionego umysłu. Tutaj dochodzę do wniosku,iż wolność jest wtedy,kiedy nie istnieje czas.Wszak to my go stworzyliśmy.Zamiast niego były pory roku i rytmy przyrody.To one władały sposobami naszej egzystencji.

Moczę dłonie w jednej ze ślepych odnóg.Poprzedniej zimy rzeka odłożyła zwydmioną górę szarawego piasku zasypując niewielki przesmyk łaczący starorzecze z jej nurtem.Teraz obrośnięte młodą wierzbiną i kikuciskami obumarłych olsz jest oazą spokoju oraz czatownią zamyślonych czapli.W załamaniach lustra wody podpatrywać mogę wędrujące jej dnem małże chroniące się przed wcibskimi ślepiami intruzów.Ale nawet ich skorupkowate domki na nic się zdają,kiedy nagle najczęściej nocą opada stan wody w Wiśle i z rana stają się bezbronne.Potem rożdziobywane przez rybitwy i szare wrony lądują w ich brzuchach.Powstają mielizny.Wilgotne miejsca po kałużach, małe oczka z ptasimi śladami.A gdzieniegdzie także bobrze pazurki z wężowatym ogonem. Patrzę i nadziwić się nie mogę. Rzeka pozostawia swój kod. Pismo runiczne,słowiański testament wielu pokoleń ludzi nadrzecznych.

Dziki krajobraz nadwiślański.  
Idę dalej przed siebie.Chłonę przestrzeń,głosy i dżwięki natury.Oddycham wszystkimi porkami skóry i wiem,że już staję się starym lub młodym drzewem.Metafizycznie spijam soki z oparów porannej mgły.Rosnę.Tuż nade mną kołują myszołowy zwabione jakimś nieborakiem,któremu nie udało się przeżyć nocy.Nieopodal na pobliskich gałęziach topól dostrzegam cierpliwe sylwetki wygłodniałych gawronów.Czarne płaszczyki mędrców pogardzanych przez arystokrację jaskółek i jeżyków.Zapuszczam korzenie.

Jestem.Jeśli istnieję po to,aby poznać prostotę,która wciąż mi umyka; rzeka próbuje mi dopomóc.Jest moją wybawicielką.Uczy.Ode mnie zależeć będzie czy cokolwiek pojmę.Jest mi trudno. Kiedyś wyrwano mnie na siłę ku światu,którego w ogóle nie rozumię.Jak w jakiejś nieludzkiej wieczności stoję w rozkroku obu tych zjawisk niczym widmo.Strasząc samego siebie.

W pięknie można się oczyścić.Zamilczeć.Zatrzymać się w jego centrum.Poddać się piastunkom losu.Jak dawniej  nasi przodkowie w świętych gajach i umiłować dzikie żywioły.Czcić Matkę Naturę.Nawet za cenę okrutnych wyroków.Być w bezczasie samych tylko sił przyrody jak i pór roku.Powracając tam,gdzie nasze miejsce.

Wiślany duch dzikości.


piątek, 17 lutego 2012

Ja lunatyk

Droga do nikąd ? - iluzja czy tęsknota
Spotkałem żywego człowieka.Tak mi się wydaje.Udaje że żyje.mówi i słyszy.Porusza ustami i coś artykułuje,lecz ja niczego nie słyszę.Idzie w moim kierunku,choć śladów na śniegu nie dostrzegam.Może wyszedł z pieczary.Jego zapadnięta szara twarz ujmuje rysy nieboszczyka.Patrzy na mnie lecz przechodzi obok jakby oślepł na mój widok.Towarzyszy mu chłód lekkiej zawiei śnieżnej.Lecz jego cienia nie widzę.
Kim on jest ? Kim ja jestm! Czy upodobniłem się do lunatykującej postaci z kreskówek głupca.Spastykuję,aby nikt mnie nie brał na poważnie.Czasem mam na to ochotę.Już nie wiem,co myśleć.A może oni wszyscy to chodzące widma,ruchome ciała trupów ożywione moimi wspomnieniami.Ci,których kiedyś spotkałem chcieli mną kierować,układać mi życie,zgnieść jak robaka.Rządzić jak przedmiotem.
Obyście zniknęli z moich obrazów przeszłości!Jednak ten napotkany człowiek to obcość ich zimnych powłok.On jest ale tak na serio,to nie istnieje.Tworzą go żywe manekiny zawiści.Trącają bokami ramion i szydzą.Stąd ten zarys martwego uciszenia.Kroki żywych na których zmuszony jestem patrzeć.Ja lunatyk w ich oczach.Przeszkoda i zawada na drodze ku władzy i chorobliwych ambicji.

sobota, 11 lutego 2012

Otwarcie Roku Władysława Broniewskiego w Płocku

Część wystawy poświęconej płockiemu wieszczowi
 W Książnicy płockiej przy ul. Kościuszki 6 zainaugurowano otwarcie Roku Broniewskiego w Płocku.Przy tej okazji upamiętniając 50 rocznicę śmierci poety wystawą pt. " ...skąd wziąłem skrzydła do lotu..."Warto tutaj wspomnieć,iż dzięki życzliwości Muzeum Władysława Broniewskiego w Warszawie wystawa miała charakter całościowy ukazując jego najmłodsze lata życia ,po dojrzałą twórczość poetycką. Nie zapominając o rodzinie Władysława i roli jaka go wiązała z Płockiem.
Ważne słowa o wystawie opowiedział starszy kustosz muzeum warszawskiego p. Sławomir Kędzierski podkreślając jak niezwykłą i barwną postacią był pan Władysław.Następnie prezydent miasta Płocka otworzył oficjalnie wernisaż.Mimo nieprzebranych tłumów w ciasnej sali kolumnowej płockiej książnicy, przybyli mieszkańcy naszego grodu oraz zaproszeni goście cierpliwie znosili niewygody.Choć trzeba przyznać były one spartańskie...Nie z winy organizatorów a raczej z nieprzewidzianej ilości zgromadzonego tłumu.
Przejmującym momentem wystawy były osobiste wspomnienia córki naszego wieszcza p. Marii Broniewskiej- Pijanowskiej.Szczególnie ujmujące,kiedy apelowała o oczyszczenie dobrego imienia ojca z różnorakich nie zawsze miłych plotek,przekłamań i przesądów.
Maria Broniewska- Pijanowska - córka poety
Częścią artystyczną wystawy stał się występ aktorów Teatru Dramatycznego w Płocku: Hanny Zientary oraz Marka Mokrowieckiego deklamujących dzieła płockiego mistrza.
Dobrze się stało,że w dniu śmierci Broniewskiego jego rodzinne miasto nie zapomniało o nim.Cały cykl imprez jaki został zaprezentowany mieszkańcom na ten rok z pewnością lepiej pozwoli go poznać. Choć mam nieomylne wrażenie,że jego twórczość z powrotem wraca do łask.Miała co prawda swoich wiernych czytelników,lecz nie była tak popularna jak u innych mistrzów pióra.
Władysław Broniewski nad swoją ukochaną Wisłą
Więcej informacji proszę szukać na stronie Książnicy Płockiej:
www.bibl.plock.pl
a także : www.broniewski2012.plocman.pl

czwartek, 9 lutego 2012

Pożegnanie Wisławy Szymborskiej (2.07.1923 - 1.02.2012)

Dziś pożegnaliśmy Wisławę Szymborską- poetkę słowa minimalistycznego. W jej poezji odnajdywaliśmy to,co ważne i istotne.A więc śmierć jako wierną towarzyszkę naszej teraźniejszości, miłość,która uświadamia,że czujemy i chcemy kochać. A nade wszystko ironię życia z którą idziemy za pan brat praktycznie codziennie.
Kres dnia , kres życia - z dedykacją dla Wisławy Szymborskiej
Tak można określić wiersze,które pisywała nam pani Wisia...Lubiła samotność,bo właśnie dzięki niej mogła żyć i tworzyć tak jak chciała.W sensie namacalnym i umysłowym; pisząc o sprawach jakie ją nurtowały,tudzież na które tylko każdy z nas może sobie odpowiedzieć. Nie była to poezja pokrętna,trudna i ciężka w odbiorze dla zwykłego czytelnika.Ona była taką jak ją odbieraliśmy. Ja ją tak odbieram.Na swój osobisty prywatny sposób.Odkrywanie ich jest i pozostanie uroczą wędrówką po myślach poetki.A jednocześnie krzyżujące się z naszymi.Wystarczy czytać powoli,nieśpiesznie-tak jak z pietyzmem pani Wisia je pisywała. W swoich samotniach w Zakopanem i w ukochanym Krakowie.
Terażniejszość mamy taką jak ją postrzegamy.Dzisiaj pani Wisia jest już w innym wymiarze tejże inności.Nie znamy jej jeszcze. Zapewne kiedyś ją jakoś dotkniemy,wejdziemy w nią niczym w bezkresne pustkowia jak święta i niezakłócona cisza.
Myślę sobie,że pani Wisia zrobiła kolejnego psikusa nam wszystkim.Bo jak to sobie inaczej wytłumaczyć,kiedy patrząc na najwyższe władze państwowe naszego kraju i oddające jej hołd na pogrzebie-miałem wrażenie ,że stoją przed nią zwykłe uczniaki.Malutkie ludziki pragnące takiej wielkości jaką ma pani Wisia.Cóż,sądzę,że pokazała im wszystkim,gdzie jest ich szereg i miejsce. Także i mnie...Jak niewiele znaczymy przy wielkości jej poezji.
Niechaj ci tam będzie dobrze gdziekolwiek to jest. Przy filiżance kawy i tlącym się dymku papierosowym.

Żaden dzień się nie powtórzy,
Nie ma dwóch podobnych nocy,
Dwóch tych samych pocałunków,
Dwóch jednakich spojrzeń w oczy.
Wisława Szymborska.

- Cytat z 22 grudnia 2009 roku.

wtorek, 10 stycznia 2012

Poezja. " ŚWIAT NEPOMUKIEM STOI . . ."

Figurka św. Nepomucena z Płocka - Imielnicy
- Świat Nepomukiem stoi...-

Przysiadł pod daszkiem,

Chroniąc przed deszczem,

Licząc na pogody zmiany,

Kim jest jegomość w birecie z krzyżem ?

To święty Jan

Nepomukiem zwany.
Św. Nepomucen z Imielnicy - jaką skrywa tajemnicę?
Z obawą spojrzał

Na kłosy zboża,

Koryto wodą przybiera,

Wyszedł spod daszku,

Stanął na warcie,

Niebo już z chmur przeciera.
- Krzysztof Zadrożny,dn. 10.01.2012 r.(Płock)
Świętość mazowiecka...( stan z dn. 31.12. 2011 r.)
Cegła z inicjałami z postumentu imielnickiego św. Nepomucena
Dziękuję ci Krzyśku za wyrażenie zgody na opublikowanie wiersza twojego autorstwa.Dla mnie to naprawdę duży honor.Sądzę,że w końcu dobrze się stało,że szersze grono osób ma możliwość z zapoznaniem się z twoją wrażliwością pisaną.
Mówisz,że to niedoskonałe - pozwól,że inni to ocenią... Jeśli chodzi o mnie,lubię taką poezję.Dziękuję ci za zaufanie. (:

niedziela, 8 stycznia 2012

Wariatka

Zaszyła się na pustyni.Obca,wyobcowana na wszystko.Choć ma oczy nic nie dostrzega.Jest ślepa.Może sama je sobie wydłubała,przekłuła ? Nikt tego nie wie.Zadziorami z jeżynowych krzaczków zbieranymi wieczorem w lesie.Choć duchota lata dawno przeszła,ona żyje w przekonaniu tej pory roku.
Wiślane łachy
Jej gęste włosy splotły się w wielki nierozplątany kołtun.Pająki krzyżaki rozlazły się po tym czarnym mchu,przypominającym mrowisko.Rozdrapuje je brudnawymi dłońmi,lecz one nadal wczepione w ten gąszcz rozgryzają skórę.Jej zaschnięta krew i strupy są słodką żywicą obłędu.Ciągnie za sobą robactwo natury.Wyuzdana zdziczeniem pożądania,które kryje pod swoim łonem.
Mieszka na wydmach.Jej piersi są wyobrażeniem wiślanych plaż porozcinanych bruzdami po zatopionych łęgach.Fale rzeki kształtują ten pejzaż.Wyrwane korzenie bieleją odkosami szkieletów.Obsiadłe przez stada brodźców krwawodziobych sposobiących się do odlotu.Chodzi między nimi i coś do nich mówi.Głośno i nerwowo.Gestykuluje i rzuca kamyczkami.Ptaki jednak zajmują się sobą.
Wiatr zagłusza jej płacz.Podnosi rozdeptane muszle małży i ostrymi końcówkami rozcina na sobie skórę.Pragnie umrzeć.Z przeciętych żył nic nie tryska.Z otwartych ran skapuje tylko ropna ciecz bezradności.Pada na piaszczystą murawę obcości.Wrzeszczy jakby chciała ją w sobie poronić...Wśród oczeretów wyczekują siwe wroniska.Zniecierpliwione podlatują ponad trawy,aby napaść na bezbronną kobietę.
Z dziuplastej topoli wystaje główka dzięcioła.Patrzy z góry.Starorzecze spowija opar mgieł.Żeremie gruzowisko z badyli i sterty zleżałej drewutni jest czyimś schronieniem.Ślady drobnych stóp.Rybie ości i zamarznięte szczątki padliny przykrywa puszysty kożuch śniegu.Ostry gryzący zapach dymu ucieka z jego nieszczelnych szpar.W końcu blada poświata twarzy wychyla się z jego wnętrza.Wychodzi na czworaka.Za nią lisie szczenięta ssące z jej sutków ciepłe mleko.Rozgrabia rozrośniętymi paznokciami zmarzlinę powłoczki i wkłada sobie do ust.
Zupełnie ślepa.Kacza błona palców pokryła całe oczodoły.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Jar

Pójdę sobie w ciemny jar.W cienie uśpionych klonów.Usiądę przy strumyczku wsłuchując się w jego muzykę.Uwolnię umysł od myśli.Poddam się chwilom i intuicji,które nigdy mnie nie zawiodły.Jeśli obok podskakiwać będzie rudzikowy jegomość i strzyżykowa pani szczebiotaniem da mi znać,żeby ich wysłuchać-zrobię to.Dobrze jest zamilknąć.Oni naprawdę mają wiele do powiedzenia.
Człowiek za dużo gada.Jest jak strzelający kałasznikow z prującą serią jednostajnych zdań.Słowotokiem zalewa wkoło wszystkich dookoła.Głuchnie.Pode mną szeleści ściółka zleżałych liści.Korzenie olch wystają ponad bagienne kałuże.Ślady dzików spulchniły czerń gleby.Przypominają rozkopane doły.Las choć okaleczony nowymi zrywkami ziemi i zdartym mchem na nowo przemawia.Słucham jego opowieści.
Jar imielnicki w Płocku
Głaz na którym przysiadłem zapada się w śródleśną breję.Z roku na rok jest coraz głębiej w błocie potoku.Towarzyszy mu wiernie leszczyna.Kładzie swoje wiszące gałązki jakby chciała go jeszcze przy sobie zatrzymać.Pisze na nim swoje runy wyznań.Na wprost rośnie dziuplasty jesion.Czerwony kapturek dzięcioła wychyla się czasem z jego wnętrza.Dlatego lubię tu przesiadywać.Wygląda śmiesznie,skonsternowany moją obecnością.Nic to.Zbocza doliny kryją nas oboje.
Poziomkowa polanka zarosła zgniłą paletą jesieni.Gdyby nie białe brzozaki byłoby smętnie.Widzę dziadka uśmiechniętego od ucha do ucha.Zbiera drewno do naszego pieca na zimę.Choć to dopiero lato.Wyobraźnia robi mi psikusa.Powracam do lat dzieciństwa.Tutejsze bunkry są naszą areną walk.On podły zaborca goni mnie,by pojmać.Ja uciekam,kryjąc się w rowach strzeleckich.Prawdziwa wojna.Salwy śmiechu burzą lęgowy spokój ptactwa.
Ścieżka wyprowadza mój stan odrętwienia ku teraźniejszości.Czasem chciałbym zaszyć się w autyzm mojej utopi...Uciec w coś prostszego,pobyć tam aż po zapomnienie.Idę.Teraz jar staje się szerszy.Łęgowina gęstnieje,zahacza o mnie.Bije po twarzy.Leżąca kłoda jest moim wybawieniem.Siadam.

poniedziałek, 28 listopada 2011

ROZMOWA W PIWNICY - autor: Barnim Regalica

Słowiańska moc prastarego dębu

No więc zostaliśmy sami,więc możemy wreszcie szczerze pogadać.Nie,nie zdejmę ci knebla przecież wiesz że mi nie wolno.Ale pogadamy.
Papierosy,dobra rzecz. To Powiatowego?No jemu już nie są potrzebne.
Tak,to jest ta pierwsza rzecz,jaką chcę ci powiedzieć-Rewolucyjny Rząd Narodowy nie skorzystał z prawa łaski w żadnym z przypadków w waszym procesie.Tak, że można stwierdzić,że te wszystkie drobiazgi,które tu zostawili są do naszej dyspozycji.Przez najbliższy kwadrans.
Że co?Wybacz,ale knebel naprawdę zniekształca.A ja jeszcze mam zawodową chorobę słuchu,przecież wiesz,jaką gram muzykę.Zespół wykonawczy jest 3-osobowy.Dwóch wyprowadza delikwenta w kajdankach do sali gdzie jest sąd doraźny czy jak to się tam teraz nazywa.Musi być bo jesteśmy krajem praworządnym i nikt nie może być zabity bez wyroku sądowego.Habeas corpus...Nie słyszałeś?Mniejsza z tym.Tam więc mu mówią że prośba o łaskę została odrzucona i wyrok zostaje wykonany natychmiast.Rozumiesz chodzi o to żeby był w pełni świadomy,ale zarazem chodzi też o bezpieczeństwo składu orzekającego i sprawność procesu-jednego dnia tak kilkudziesięciu to wcale nie prosta sprawa.Każdy opór komplikuje przebieg,pomijając już ryzyko.Więc po to są te kajdanki i nadzieja,gdy go wyprowadzą.Nadzieja jest czasem lepsza od kajdanek.Ale gdy już wie,to po to jest zespół wykonawczy,ochrona sądu stoi z boku,ale zespół wykonawczy ma szybko doprowadzić go do następnej sali,gdzie jest już wykonawca bezpośredni,tam go przytrzymują i ten strzela mu w czoło z bliskiej odległości.Nie w potylicę,choć byłoby wygodniej chodzi o to,aby tamten spojrzał w twarz sprawiedliwości.Czyli mnie.No, bo kat to sprawiedliwość.Czytałeś de Maistre,a? Nie?Myślałem że to jest w programie europeistyki czy dziennikarstwa?Bo na twojej stronie jest,że masz dyplomy z obu.Wiesz,kiedy dowiedziałem się,że mam cię na liście zajrzałem do sieci żeby się trochę poduczyć.
No musiałem ci to powiedzieć żebyśmy obaj mieli jasną perspektywę.
Widzę,że jesteś zdziwiony.Ale tym, że tu jestem w ogóle-chrząknij dwa razy czy tym że dali mnie do zespołu-chrząknij raz?
No tak. Na to drugie pytanie odpowiem krótko-ja chciałem,ale oni nie chcieli.Wiesz przecież,jakiego entourage potrzebuje moja muzyka.Piwnice,czarne skórzane ubrania,kajdanki,łańcuchy,broń-no tu jest wszystko i nie trzeba za to płacić.Wiem,że nie wolno filmować,ale da się to obejść.Wyobrażasz sobie,jaki będzie teledysk?Dobra,nie taki drogi jak u Lady Gagi ale za to przynajmniej częściowo prawdziwy.I nikt do końca nie wie,co tu jest prawdą a co nie,a wszyscy wiedzą,że coś jest na pewno.To była szansa dokonania czegoś w sztuce dana mi przez historię i jako artysta nie mogłem jej zmarnować.Może umieszczę cię w tym teledysku-Ty zawsze miałeś parcie na szkło.Co?No mniejsza o to.
A dlaczego oni chcieli?Widziałeś może wielokrotnie transmitowane wystąpienia ojca Borowika,obecnego prymasa?Skład personelu instytucji państwowych musi odzwierciedlać strukturę wyznaniową kraju.No to i zespołów wykonawczych również,przecież są państwowe.Ale lata demoliberalizmu zrobiły swoje i ludzie się jakoś do tych funkcji nie pchali.A z naszego środowiska było bardzo wiele zgłoszeń.I był argument,że przecież razem to ponad 1% narodu,którego reprezentacja też musi znaleźć swoje miejsce w strukturach państwa.Sam prymas powiedział.Więc jeśli nie w Sejmie ani w telewizji,w radach nadzorczych też nie za bardzo,to dlaczego nie w tych instytucjach cierpiących skądinąd na brak chętnej kadry.No tak-jurorem w telewizji pewnie prędko znów nie zostanę.
Jak widzisz moje środowisko wypełniło pewną niewielką lecz istotną z punktu widzenia państwa lukę społeczną.
A dlaczego ja osobiście się tutaj znalazłem?
No przecież jestem zły a skoro tamci wg ciebie to zło,to gdzie mam być?Rozumiem-byłem zły ale byłem z wami,czyli zły ale jednak z wami,więc dobry.To stosunek do wroga określa kto jest zły,kto,dobry.Carl Schmitt się kłania.Też nie słyszałeś?Przyznaj się-studia zrobiłeś już po drugiej reformie szkolnictwa wyższego minister Hall?Zresztą nie ważne.
Byłem z wami bo dawaliście mi szansę samorealizacji.Dobre słowo-jedno ze słów kluczy epoki demoliberalnej.A skoro coś od was brałem to musiałem iść na kompromisy.Nie byłem przecież 17-latkiem z gitarą,który może rówieśnikom pokazywać,że jest najbardziej truth.Tego wymagał układ i ten mały i ten duży,do czasu wszystko trzymający.Póki się nie zbuntowali.Wiesz ja dawno zrozumiałem że życie wymaga kompromisów,ale wcale nie znaczy że wszyscy zawierający kompromisy muszą zapomnieć o swoich pryncypiach.Ja nie zapomniałem.Chyba teraz mi wierzysz?
Poza tym-oni naprawdę stwarzają mi szansę samorealizacji.Ciekawe że ci co was przekonali że nie ojczyzna,porządek,wypełnianie obowiązków społecznych,nawet nie zbawienie-ale samorealizacja jest najważniejsza,nie pomyśleli że są ludzie samorealizujący się strzelając innym w tył głowy.Taki Marcuse na przykład.Nie pomyślał a przecież nie głupi był gość.Co też nie słyszałeś?Młody,wykształcony z dużego miasta...No dobrze wiem że jesteś spod Zielonej Góry( i nie mam nic przeciw ),a młodzi dziś jesteśmy do 50-tki.Ale wykształcenie?
Przyznaj się stary-w końcu teraz możesz to powiedzieć-ten swój dyplom kupiłeś w sieci?Oba dyplomy?...
Szczerze mówiąc nie powinno mnie to dziwić,pracowałem wśród celebrytów.Ale wiesz-ta III RP z taką elitą to jednak musiała upaść.I nie bierz tego proszę do siebie,nie ma w tym co mówię nic osobistego.
Liczyliście że was obronią tamci ale zastanów się-Francja ma kłopot z Emiratem Tuluzy,a Niemcy naprawdę musieli się napracować żeby ich miasta były "Exstremistenrein".Szkoda, że pod celą nie masz Internetu-oglądałem foty z Berlina.Na Unter den Linden została tylko jedna lipa-na której po wszystkim powieszono kierownictwo berlińskiej komórki al-Kaidy.Przynajmniej tych,których za takich uważano.
Na dodatek Czeczeńcy pierdolnęli w rurociąg bałtycki.Dagestan wybuchł,a Chińczycy-zaczęli z Rosją negocjacje na temat rozwoju harmonizacji stosunków wzajemnych.Chodzi o autonomię dla terenów na wschód od Bajkału-na początek.I to wszystko w jednym czasie!No to pomyśl,kto miał na Kremlu i w Berlinie czas,żeby zajmować się kondominium?Czyli kto miał was ratować?Trzeba jasno powiedzieć,że katole trafili w moment,sam nie wybrałbym lepiej.
Dość szybko to poczułem,zawczasu.Właściwie,kiedy Tomasz Lis zaczął pisywać felietony w " Uważam Rze",należało potraktować to jako sygnał.Wtedy " Gazeta Wyborcza" napisała,że zwariował,a wykształciuchy to kupiły.Ja nie i wówczas zacząłem odnawiać dawne kontakty.
A swoją drogą to bardzo inteligentny człowiek.Czy wiesz że teraz prowadzi obozowy radiowęzeł w ośrodku reedukacji na Żuławach?Czyli w sumie pracuje w zawodzie.Mało komu z celebrytów minionej epoki tak się udało.
No cóż chyba musimy iść.Nie szarp się proszę,bądź rozsądny.To tak działa że jak się szarpiesz ,to się bardziej zaciska.Z każdego incydentu musimy pisać protokół,to trwa a ja po południu mam koncert i nie chcę się spóźnić.
Umówmy się-ty pójdziesz spokojnie,a ja ci trochę poluzuję knebel i sznur na szyi.Może być?
I nie mów do mnie Nergal. Po rewolucji narodowej wróciłem do swojego dawnego pseudonimu.Przynajmniej jakiejś części nowej elity mniej on działa na nerwy.
Moje wspólne zdjęcie z autorem opowiadania: " Rozmowa w piwnicy ",zrobione podczas jednego ze spotkań święta słowiańskiego.Z twarzy Barnima bije wielka troska o ruch zadrużny w Polsce...
Powyższe opowiadanie umieszczam z portalu NARODOWCY.PL za zgodą i przychylnością autora.Samo opowiadanie tak mnie ujęło,że postanowiłem je zamieścić na swoim blogu. Jest świetne,wielowątkowe i barwne.Działa na wyobraźnię i inteligencję średnio zorientowanego czytelnika,znającego realia współczesnej Polski i gmatwaninę otaczającego świata.
Autor- Barnim Regalica to postać nietuzinkowa .Człowiek niezłomny i wierny własnym ideałom.Z duszą Polaka. Pisarz ,polityk i zadrużanin. To również mój serdeczny kolega i autorytet w sprawach dla mnie ważnych.Wspaniały kompan i krasomówca.Słowianin w sercu i marzyciel na co dzień-walczący o te marzenia.
Barnimie, to dla mnie wielka przyjemność mieć tę sposobność i napisać te kilka zdań o Tobie !
Sława!!!