piątek, 5 lipca 2019

Szlakiem małż

   Każdy szlak ma swój początek, może on być zupełnie wydumany, odrealniony ze snów,  lub wyobrażony. Lecz zawsze jest Twój. Kres nie jest najważniejszy, chyba, że ruszyłeś przed siebie, wiedząc czego szukać, i jak go zdobyć, aby być szczęśliwy. Spełnienie to sprawa indywidualna, wystarczy, że w tej harmonii pełnego oddechu poczujesz, że jesteś u siebie.                                                                                                                                                                                                                                                                
                               


  Kiedy Twój wzrok zobaczy ślady małż na rzecznym szlamie, uzmysłowić sobie można, że są one splecione w pewną sieć powiązań, nawet jeśli zupełnie są sobie obce. Wówczas jak w negatywie niewywołanych fotografii wyżłobienia tych dróg stają się jakby pajęczym kokonem, co ukrywał się gdzieś głęboko, aby w jakimś innym wymiarze rzecznego żywiołu wykluć uśpioną siłę różanek.. On także jest w Tobie, bez względu na to, co aktualnie myślisz, lub już nie masz siły, aby to pojąć. W czystym starorzeczu opadnięty piasek na dnie akwenu daje schronienie tym pięknym rybkom. Godowy róż samców zawsze odnajduje cel, i pierwotny pęd ku życiu. Wśród moczarek i grążeli.

    Ty nic nie musisz rozumieć. Po prostu zaakceptuj fakt, że jesteś na ścieżce własnej wędrówki. W deszczu najbardziej można się w niej dać zagubić. Wiatr przewietrzy wszystkie wątpliwości, jakie zalegają w podskórnych warstwach przeszłych lat, i odda Ci upragnioną wolność. Kiedy sam na sam z własnym cieniem zatrzymasz się na jakiś moment pod wiązem i zamocujesz tarpa,aby zupełnie nie przemoknąć. Wtedy najfajniej poczuć tę cudowną samotność, bez przymusu, i tę ciszę zimorodka, gdy muska dziobem swoje piórka. Na wiotkiej gałązce wikliny.



  
        Zapewne nie każdy ma swój szlak małż. Zakątek w którym może zaobserwować wydłużone linie horyzontu blisko wilgotnej ziemi. Czasem ślepcy widzą więcej. Cierpliwość siwych czapli, które podziwiają swoje odbicia w drżeniu niespokojnej wody na żwirowisku spękanych ślimaczych skorupek, tworzą sadzawki zbliżającej się suszy.  Pustynną krainę, dla leniwego bobra, podczas upalnych nocy z fatamorgany. W szybującym locie nietoperza znad łęgowego lasu, co zanika w iluzjach niezapominajek.

   Ty wciąż jesteś w drodze. I zajęty wpatrywaniem się w czubki palców, ścierasz naskórek pięt. Na niezadeptanym podłożu z chrustu połamanych gałęzi topól. Byle przed sobą ujrzeć przestrzeń. Byle nie wiedzieć, że cośkolwiek chce się wiedzieć.

3 komentarze:

  1. Przepiękna odsłona przyrody, widziane oczyma niestrudzonego wędrowca i jednocześnie przepiękna odsłona wrażliwej poetyckiej duszy. Tylko milczeć i podziwiać. Co niniejszym czynię. Gorąco pozdrawiam. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szlak wędrowny to bardzo ciekawe myśli pokazuje piękno krajobrazów architektury oraz przyrody.

    OdpowiedzUsuń