czwartek, 27 października 2011

Wyrzutek

Na uboczu już nic nie ma.Zostajesz tam sam ze sobą.Życie nie kręci się wokół ciebie.Przeciwnie,ono ucieka w szaleńczym tempie tak szybko,że dostrzegasz własną porażkę.Przytłacza cię jej ogrom.Gaśniesz.Masz teraz pewność swojej bezużyteczności.Jesteś jak wydojone mleko.które skwaśniało zanim wstawiono cię do domowej lodówki.
Las w dolinie Słupianki
Gdzieś z oddali słyszysz smutne dźwięki grającego gęślarza.Twoim oczom ukazuje się anonimowy cień ofiarnika skupionego na modlitwie.Bogowie milczą,są głusi prośbom czarownika.On widzi niedostrzegalne.Umysłem ogarnia świt leśnej hipnozy zawieszonej nad gaikiem przodków.Wiedźmy i czarcie upiory zabawiają wilcze szczenięta. W orgiach wyuzdanego tańca zapładniają uśpioną przyrodę.Krzyczą i wrzeszczą na siebie bliskie obłędu.Psychiczne stwory powłóczące przed siebie.Zaróżowiona poświata nad borem ocieka płatkami przekwitających trzemielin.Pogański ojciec płacze porankiem.Wilczyce wyją.A ty stoisz bezradny jakby zdany na pośmiewisko wszystkiego,co żywe i dzikie.
Wiesz,że pozostało ci niewiele czasu.Obwisłe piersi rozchorowanych lip i brzóz przygniatają do ziemi.Jakieś licho skropiło jej runo sokami zawiści.Od stóp w górę sinieje ci skóra na której płoży się śliska maż śluzowców.Gęstnieje i coraz bardziej śmierdzi.Przypomina zaropiałą ranę umęczonej niewolnicy na łożu śmierci w starej chacie.Zmory z niej szydzą.Włażą pod piżamę i spółkują.Jesteś jak zużyty płyn hamulcowy.Nikomu niepotrzebny.
W dolinie Słupianki
Stałeś się urojeniem.Zjawiskiem naturalnym jako ciekawostka przyrodnicza dla turystów z aparatami fotograficznymi.Straszne.(...)Potwory z lasu to pestka.Tylko patrzeć jak będą cię opisywać w rozprawach magisterskich.Dasz przykład nauce.Dowiesz się z nich kim byłeś,dlaczego stało się tak, a nie inaczej.Nagle zrozumiesz,że najmita dla wyższych celów to też cel w życiu...
Zaklęcia słów w hipermarketach nadal działają.Wszystko wiruje.W tych nowych świątyniach przybywa wyznawców.Są szczerze wierzący.Oddają swe dusze w zamian za kilka zer na banknotach.Pragną ich jak górskiego powietrza,ślubując wierność.Promocje i obniżone ceny nie kłamią.We współczesne przykazania ksiąg się nie wątpi.Masz dosyć.Wychodzisz na zewnątrz z wlepionymi w ciebie tysiącami ślepi.Jako odszczepieniec ze śmiertelnym grzechem na barkach.Kapłani z krawatami pod szyjami wskazują palcami - wyrzutek!,wyrzutek!
Nad gaikiem swarożycowy blask. Ciepło.Wybierasz odosobnienie.Własne ubocze wczepione w ciebie jak wielka huba pod dziuplastą tajemnicą kory drzewa.Z niego czerpiesz życiodajną moc dobrego życia.Biesy strzegą przecież tych,których inni chcą zgładzić,wyśmiać i upokorzyć...
Dedykuję temu,co wolne,dzikie i jest zawsze sobą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz