poniedziałek, 16 maja 2016

Powolność pielgrzyma.

Leśny strumień.
Już przekwitają czosnaczki. Czar wiosny biegnie swoim rytmem, niezauważenie skryty w gąszczu lasu. Zieleń tężeje nasyconymi odcieniami, zależnie od pochmurnych dni i ciepła wiszącego nad okapem koron. Wilgi przyleciały kilka dni temu, zwołując wszystkie Zośki, włącznie z chłodem ogrodników. A z nimi opady deszczów.


Czosnaczek pospolity.
Strumień wartko przeciska się przez olszynowy tunel. Wchłania wąziutkie strużki i mini delty źródełek dopływające z nawisów dolinki. Na żwirze przemieszanym z piaskiem jaśnieją białe głazy. Samotne ostańce, które opływa ciurkający ciek. Na jednym z nich pomrów ślini swój szlak ku samemu szczytowi kamienia. A tam rozciąga swoje lepkie ciało i unosi ciekawie czułki. Leniwy, lecz od zarania cierpliwy wędrowiec. Czas go nie obchodzi. Jest mikroświatem, łezką potu ulepionym ze szlamu.

Powolność należy do ciamajd i życiowych nieudaczników. Wloką się w ogonie porażek o których nikt nie chce słyszeć. Pogardzani niczym popychadła, dźwigają toboły szmat ugniecionych na dnie zapomnienia. Niewidzialni, z dobytkiem ułud na skraju przepaści. Ci, co mają dość, błądzą po omacku, człapią wyczerpani z niedożywienia. Pozostaje obojętne wpatrzenie się w dal. W ludzkie manekiny, które ich mijają. Tani jabol to wybawienie w żołądku, sen pod murem śmietnika pełzającym oszustwem na jawie. Spętleniem bez powrotu.

Wysięk przy strumieniu leśnym.
Pielgrzym nie myśli, on zmierza dokądś dla siebie. Chce osiągnąć cel. Wydumany, z wyobraźni  z opowieści gdzieś zaczytanych. Kiedy czuje zmęczenie, przysiada albo marzy. Obserwuje pory dnia, pielęgnuje beztroski smutek. Nie posiada nic, poza czasem. On się wydłuża, zatrzymuje i powraca tam, gdzie jeszcze nie doszedł. Stamtąd czerpie siłę, chęć wędrówki. Gdy zasypia, śpi snem twardym, bez lęku o jutro o to, co może nastąpić. Ma świadomość, że jego stopy go nie zawiodą, zaś ścieżka poprowadzi w dal. Po horyzont wyzwolenia z okowów przymusu. 

Czas jest sztucznym wymysłem niewolników. Bezkostny ślimak pomimo, że o tym nie wie, daje się nieść nurtowi strumienia. Do kolejnego brzega w łan czosnaczków, w mokrą ściółkę ukrycia. Tam zalega, trawi szczątki roślin i wije się z powrotem nad źródliska. Chłonie krople deszczu i opary wiosennej wilgoci. Otaczający las rośnie swoim rytmem, Pulsuje rozdzierając korzeniami glebę do trzewi. Piękna para wilg mości nowe gniazdo w rozwidleniu potężnych konarów olszy. Aby potem zamilknąć odwiecznym instynktem ciszy.















4 komentarze:

  1. Aleś przyfilozofował w środku nocy, bezsenność to jednak straszna choroba ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A po cóż spać skoro można pisać, lub czytać ;)

    OdpowiedzUsuń