niedziela, 22 września 2013

Wiślanym brzegiem...

Mogę tak iść przez wiele kilometrów jej brzegami. Chłonąć urozmaicony krajobraz, który zawsze jest osobny, niepodobny do tego mijanego za zakrętem. Z podziwem dziecka spoglądać na długowieczne i ciche o każdej porze roku gaje z sokorowych staruszków. Nasłuchiwać trzepotu skrzydeł odlatujących żurawi albo patrzeć na  dostojnie paradujące czaple siwe na piaszczystych łachach. I to wszystko nad Wisłą.


Lubię godzinami przesiadywać nad starorzeczami. Gadać z bobrami podpływającymi w moim kierunku, lecz zawsze pamiętającymi o bezpiecznym dystansie.Czuć zapach szlamu, miałkość piasku, czy ostre krawędzie muszli po małżach. Bo choć dni już chłodne, jeszcze chodzę na bosaka. Pragnę zatrzymać ostatnie chwile lata. Dzisiejszy  kres.



Kiedy wchodzę w wierzbowe łęgi, porównuję jak zmienił się ich koloryt. Z soczystej zieleni listowia pozostaje teraz jedynie głęboki brąz ocienionych plam. Opadają. Odczyn wody w wiśliskach staje się czarniawo-rudy. W niczym to nie przeszkadza roślinom, aby dalej nęcić zbłąkane pszczoły, trzmiele i roje much. Wciąż mają kwiaty i odrobinę pożywki.Do tego wściekłą czerwienią płoną krzewy głogów. Tego roku wyjątkowo obrodziły. Aż goreją!


Zawsze jestem ostrożny, o skaleczenie i dużą ranę nie trudno przy wiślanych zaroślach. Największymi brudasami są wędkarze... Rozbite butelki po wódce, puszki po piwie i ogromne stosy różnorakich śmieci nie należą tu do rzadkości. Gdy mijam je  z obrzydzeniem, zastanawiam się jak to jest, że nie szanują rzeki z której czerpią tyle przyjemności. I te okropne zorane śladami samochodowych opon blizny w ziemii. Gdyby mogli wjechaliby tymi autami do wody.[...]



Unikam ludzi, choć bardzo brakuje mi z nimi  rozmów. Trudno przyzwyczaić się do roli intruza. A pamiętam starych ludzi, z którymi można było gawędzić do woli. Śmiać się i razem smucić. To już nie ten świat. Pozostaje Wisła i jej tajemnice. Piękno odkrywane dla siebie. Krajobraz, lot bielika, sójki rozkrzyczane w koronach olszyn. Jak się ma szczęście łosia brodzącego o świcie. Cóż może być doskonalszego niż przyroda?



Jest takie miejsce, gdzie przy płytkim stanie wody można pójść w gęstwa wrotycza. Pod wysoką skarpą stromo opadającą w dół wypływają żródełka. Niewielkie warkocze przecinające się wzajemnie aż po brzeg królowej. Coś takiego zaobserwować mogę kilka razy do roku, w upalne posuchy. Tam także jest bajoro nigdy nie wysychające, a w nim żywo baraszkujące stadka kiełbi, płoci i wzdręg. Widoki nieziemskie! Jak w jakimś żłobku dla malców.



Wieczorem zaś oddać się błogiemu lenistwu i czekać na zachód słońca. Uczyć się cierpliwości od zobojętniałych na te desery ducha kaczek i białych czapli jaśniejących w oparach opadającego mroku. One stoją niczym weselne zjawy na wyspach i łachach. Zastygają w bezruchu.



W takich momentach naprawdę żyję. Spełniony totalnie mogę wsiąść na rower i jechać w noc .Bywa, że coraz trudniej o powrót do domu...

4 komentarze:

  1. Ale Waszmość piękne te zdjęcia zrobiłeś. Się oko raduje.
    Kotek

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tego opisu wyłania się Wiślany Raj. :)
    A zdjęcia to potwierdzają. :)
    Greenway

    OdpowiedzUsuń
  3. I byłby raj gdyby nie ten charakterystyczny, nieprzyjemny wiślany zapaszek, kiedyż się doczekamy w tym kraju szacunku dla czystości wód? Niby królowa polskich rzeka, a traktuje się ją jak rynsztok.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki Wam za dobre słowa. Staram się, choć nie zawsze jest mi łatwo. Stary sprzęt sprawia,że muszę reglamentować tego piękna na później...

    Co do szacunku dla Królowej polskich rzek- to nie ukrywam, że jestem

    pesymistą. Owszem jakieś tam oczyszczalnie powstają, tylko, co z ludzką głupotą, prymitywizmem oraz mentalnością '' Ja Pan i wszystko mi wolno!'' Jeśli to się nie zmieni dalej będziemy mieć kloakę z rzek polskich. Władza ma to gdzieś, liczy się kasa ze sprzedaży ziemi na działki rekreacyjne nad wodami i brak zagospodarowania krajobrazowego w całej Polsce.
    Dziękuję za ten komentarz. Doceniam mądrych ludzi...

    OdpowiedzUsuń