środa, 8 stycznia 2014

Diablica. Obóz tartak w Omsku - {ku przestrodze...}



Ukazywała się drwalom, kiedy nadużyli bimbru.
   Miała mechaniczne czarno-srebrne ciało z plastykowym, prostopadłościennym pudełkiem pośrodku. Wewnątrz były kawałki kory i  metalowe kulki. Druty służyły za arterie: czerwone, zielone, jaskrawoniebieskie i żółte, niezupełnie przezroczyste, a ich zdolność do przenoszenia czegokolwiek, wszystkiego, napawała przerażeniem.

Była jak portret namalowany przez Archimbolda, złożony z wielu elementów, na pewno nie z kwiatów czy owoców, w każdym razie włoskiemu mistrzowi musiałaby się wydać odrażająca. Jej twarz była po części szczerzącą zęby w uśmiechu czaszką, po części przednią ścianą starego radia z podświetlaną skalą. Głowę zwieńczały kolejne druty, splątane i cieniutkie jak włókna szpagatu albo wełna stalowa.




Ramiona były z uchwytów piły, łokcie stanowiły zgięte, naoliwione, trzeszczące liny. Palce cienkie jak przebijaki, umazane ziemią i oblepione opiłkami żelaza wysuwały się i cofały w cichym unisono. Miała kolczyki: ludzkie kciuki , paluchy i nosy w małych fiolkach wypełnionych formaliną; larwy owadów znajdowane w trocinach i zatopione w bursztynie, białe porozcinane ciałka i błyszczące kropki czarnych oczu. W dłoniach trzymała stare, napawające przerażeniem narzędzia ginekologiczne, do przeprowadzania aborcji i torturowania nowicjuszy w gułagu. Wargi połyskiwały oślepiająco- ci, co ją widzieli, mówili, że są z aluminium- mocno rozsunięte, obnażały kły wilka albo kojota. Nosiła, zupełnie jak Kali, naszyjnik z maleńkich czaszek, myszy, łasic albo jaszczurek leśnych. Miała pas z ludzkich dłoni, zebranych ze stołu, na którym cięto drewno, z zakrzepłymi soplami krwi. Końce paznokci uciętych rąk były suche i szeleściły jak liście.


   Za stopy służyły jej koła od wózków do węgla, takich, jakich używa się w kotłowniach. Kółka skrzypiały i poruszała się na nich niepewnie, jak na protezach. Zielonkawe kryształy wyrastały spod pach, krzemienne, stalaktytowe ostrza.
    Ludzie widzieli ją raz, drugi, trzeci, jak przepływa przed ogromną pionową piłą, która staje się osią jej pleców, powoli pompując żelazny kręgosłup z błyszczących półksiężyców. Po każdym takim spotkaniu przez kilka następnych dni nie mogli dojść do siebie, upijali się jeszcze bardziej, bojąc się usnąć. Gdyby byli własnymi przodkami, pomyśleliby o ofierze, którą byliby oni sami.



   Z książki pt. " Sto pocztówek z Syberii" autorstwa Richarda Wiricka. Wydawnictwo Świat książki, 2010, str. 100-101.
    Wam pozostawiam ocenę moralną tego, co widzicie na fotografiach. :(   Jak łatwo porównać z obecnymi czasami- nic się nie zmieniło.
   Z dedykacją dla wszystkich puszcz świata!

2 komentarze:

  1. Takie same fotki robiono w Ameryce, a nawet większe okazy tam rąbano.
    Teraz nawet "maluchom" w polskich lasach się nie daje pordonu, a co tam: Po nas choćby potop...

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety. Królewskie sekwoje rąbano w USA i rąbie się nadal. Mimo,że ekolodzy robią, co mogą... U nas tylko -patrzeć jak nam Puszczę Białowieską i lasy łęgowe nad Wisłą udoskonalą :(
    Dziękuję Ci za te kilka zdań.

    OdpowiedzUsuń