piątek, 4 grudnia 2015

Sadzimy rodzime drzewa na terenach prywatnych

Wśród nas są pasjonaci, indywidualiści, wizjonerzy zachwyceni rodzimymi gatunkami drzew i krzewów. To niewielka rozumna część naszego społeczeństwa, która z własnego niewymuszonego wyboru na swoich prywatnych działkach sadzi młode sadzonki drzew. Często ogromnym wysiłkiem finansowym. Zamiast sprzedawać ziemię pod kolejne supermarkety, budownictwo, albo inwestycyjne straszydła dla czystego zysku- wolą odrobinę zieleni pod oknami swoich domostw. Są postrzegani jako dziwacy, albo bardzo bogaci, którym odbija przysłowiowa palemka.

Takie cuda rosną tuż przy stawach.
Jakiś czas temu nieopodal Sochaczewa miałem okazję pomagać przy sadzeniu drzewek na terenie prywatnym. Właściciel systematycznie i świadomie obsadza na swoim terenie ojczyste gatunki krzewów i drzew. Już od wielu lat. Jako, że teren jest dosyć podmokły, ponad 4 ha. dostosowuje zadrzewianie pod kątem odpowiedniego ich siedliska. Dzięki temu, naturalny kilkuletni ols nie jest jego wrogiem, lecz istotnym elementem krajobrazowym. Wspomniany ols porzeczkowy jedynie jest przebudowywany. Samosiejski olszy nie są usuwane, gdyż wspomogą w przyszłości zagłuszanie inwazyjnej nawłoci kanadyjskiej.

Zaskroniec ukryty w pobliżu stawów.
Należy wspomnieć o rozsądnym wykorzystaniu małego okresowego cieku, który przepływa przez większość działki. Stał się on zalążkiem powstania dwóch urokliwych stawów, gdzie do dziś gniazduje kilka par kaczek oraz mają swoje kryjówki zaskrońce i kilka gatunków żab. W stawie żyją ryby. Całość oczywiście otoczona przez 15-20-letnie dęby, lipy, wiązy i klony z domieszką świerka i jodły. To najstarsza część parku i duma dla gospodarza. Nieopodal posadził on kilka egzemplarzy buka, lipy i cisa, które doskonale sobie radzą jako potężne dorodne drzewa. Ptaki zaś rozsiewają kolejne samosieje cisów. Po pniach drzew wije się chroniony bluszcz rozrastając się po najbliższym runie. Wygląda to bardzo harmonijnie i nie koliduje zupełnie z otoczeniem pobliskich stawów. Wręcz przeciwnie, nadaje mu otoczkę leśnego uroczyska z okapem cienia w upalne dni. Można tam wypocząć.

Stawy wczesną wiosną...
Kosaćce porastające brzegi stawu.
W innej części terenu, gospodarz zadbał o sprowadzenie najstarszych odmian sadzonek ginących gatunków drzew owocowych. Są to jabłonie, grusze, wiśnie i śliwy. Rzecz zasługująca na pochwałę, ponieważ okupiona wielotygodniowymi poszukiwaniami takich odmian w szkółkach całego kraju... Ktoś, komu zależy na takim stanie rzeczy naprawdę musi kochać Naturę. Wiosną biel kwiecia drzewek wynagradza pasjonatowi przyrody wszystkie te wyżeczenia. Jeszcze musi poczekać, aż sad nabierze krzepkości i będzie obficie owocować, ale pierwsze pszczoły i trzmiele już zapylają drzewka.

Sadzonki ze starych odmian drzew owocowych- jabłonki, grusze i wiśnie.
Nasadzenia dębowo-grabowo-lipowe.
Aby uniknąć nazbyt sztucznego wypielęgnowania parku, właściciel pozwolił naturze zadziałać. W tym celu na bardziej oddalonych częściach terenu działki, nie przeszkadza w jej zdziczeniu poprzez zachowanie zagajników z brzeziny, gęstw dorodnych krzewów głogu, leszczyny i odmian dzikiej róży. Nawet osika jest tutaj pożądanym składnikiem drzewostanu. Dzięki temu wiele gatunków ptaków tutaj żeruje lub nawet zakłada gniazda. Wśród nich drozdy, sikory, białożytki i kosy. Zalatują też dzięcioły, a swoje kryjówki znajduje tu kilka saren. Właściciel z tego powodu się nie oburza, zabezpieczawszy za wczasu młode drzewka siatką ochroną, by ich sarny nie obgryzały. Mądrość człowieka wynagradza go za to różnymi trelami ptasząt od wczesnej wiosny, po późną jesień. A w zakamarach dąbczaków, wiązów i pięknych wyrośniętych grabów jeże rodzą młode. Sam takiego kolczastego potworka tam znalazłem. Nieliczne bażanty kryją się w bieli wianuszków powojów i płożącej się jasnoty plamistej

Sadzonka grabu.
Bluszcz w części lasu lipowo-bukowo-grabowym. Duma gospodarza.
Jedna z licznych samosiejek cisa -sprawka drozdów.
Aby zachować intymność i odizolować się od hałasu pobliskiej szosy gospodarz obsadził wokół całej działki szpalerami z dębu szypułkowego, sosny pospolitej, świerkami oraz kilkunastoma jodłami. Teraz to solidna i gęsta ściana drzew dająca wytchnienie i świeżość powietrza po obfitych opadach deszczu.  Tam zaś, gdzie były jeszcze wolne połacie terenu postanowił zasilić go nowymi nasadzeniami drzewek i krzewów. Starał się o to, aby należały one do gatunków rodzimych. A więc wiąz szypułkowy, dwa gatunki dębu, lipy: drobnolistna i szerokolistna, grab pospolity, klon jawor, rzadki dziś klon polny, jesion wyniosły-na działce z kilkoma sztukami, które same tu wyrosły, a także cisem i jodłami. Właściciel z wielką bojaźnią zamartwia się o wspomniane jesiony. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z faktu, że od 1992 roku w Polsce jesiony zamierają porażone pasożytem grzyba zwanym Chalara fraxinea. To główny winowajca obumierania polskich jesionów. Te, które jakimś cudem rosną na dziko jeszcze są zdrowe, a naprawdę mogą stać się ozdobą ''kolekcji'' gospodarza -jeśli przetrwają.

Fragment świerczyny z jodłą.

Sadzonka grabusia :)
Z krzewów rosną już leszczyna, trzmielina, derenie i kilka zdziczałych róż z samosiejami głoga. Rosną także wierzby. W domieszce jako ozdoba rośnie jarząb brekinia. Najrzadszy rodzimy gatunek drzew leśnych w naszym kraju! Jak podaje w swojej pracy polski uczony Leszek Bednorz, w kraju rośnie zaledwie 3500 sztuk jarzębu.w polskich lasach [...].  Nie mylić go z robinią akacjową, potocznie nazywaną akacją! Nasz przyrodnik pomyślał więc, że chociaż u siebie posadzi kilka sztuk tego pięknego drzewa.. Myślę, że za kilka lat, to będzie wspaniały fragment lasu, o którym myśli gospodarz.

Ols na działce gospodarza-naturalny element krajobrazu.  Lubią tu zalatywać dzięcioły.
Owoce róży.
Mógłbym tak wymieniać długo, ponieważ nasz marzyciel ciągle dąży do samodoskonalenia swojego przedsięwzięcia. Ubogaca go o nowe gatunki flory rodzimej. Na przykład sprowadziwszy osobiście z doliny Wisły kilka sadzonek ginących topól- topoli białej, zwanej białodrzewem, oraz topoli czarnej zwanej sokorą. Co osobiście mnie ucieszyło :)

Dęby, lipy i wiązy-ok. 10-15 letnie nasadzenia.
Fragment stawu w jesiennej szacie. Drzewostan go okalający obsadzony przez gospodarza.
Sadzonka jarzębu brekini...
Pomagając przy sadzeniu nowych drzewek, wiem, że mój czas nie był zmarnowany. W obecnych realiach, większość ludzi zachłysnęła się  mieszańcami roślin ozdobnych i obcymi gatunkami drzew i krzewów. Tworzy ze swoich działek przydomowych lub rekreacyjnych żałosne klony z wypieszczonych monokultur. Wystrzyżone angielskie trawniki, rzędy iglastych tui, tuż przy liściastych drzewach wyglądają na conajmniej komiczne. Bez stylu i ładu. Lecz przez niektórych stanowiących o synonimie ich statusu, zadziwia po prostu głupotą! Nie wszyscy na szczęście, nie można generalizować. Jeśli są miłośnicy ozdobnych i wychuchanych ogrodów, nie zamierzam ich za to potępiać, ale fajnie by było, gdyby pomyśleli, że najcenniejsze to z rodzinnego podwórka kwiatki, krzewki i drzewka.

Fragment nasadzenia z dębu szypułkowego.
Dąbrowa z domieszką klonu, graba i iglastymi ozdobnisiami -także z sadzonek rodzimych gatunków.
Fantazja przyrodnika :)
Zali cieszy fakt, że jeszcze ktoś myśli po dawnemu, po polsku. O korzeniach naszych podworskich parków i wiejskich ogródków. Najpiękniejsze były te porastające, przy skromnych dworach i chatach Mazowsza, Kujaw,Wielkopolski i Podlasia. Cudownie wkomponowane w otoczenie, nie niszczące harmonii krajobrazu, gdzie przydrożna kapliczka tak często towarzyszyła alejom z zabytkowych lip, wiązów czy dębów. Zastanawia fakt, czemu nikt nie popularyzuje tego rodzaju estetyki naszego otoczenia? Czy pozostaną nam skanseny, gdzie nawiązuje się do tego, co onegdaj za miastem rosło? W Polsce przecież nie brakuje wspaniałych tradycji z tym związanych. Chociażby postać genialnego generała Dezyderego Chłapowskiego! On wiedział jak zadbać o zadrzewienia ojczystych pól i lasów.


Nie trzeba dysponować wielką działką. Wystarczy odrobina wyobraźni, a rodzima flora także ucieszy jej właściciela. Chyba, że nie lubi szumu liści pod stopami. Tu już nic nie zaradzimy. Wygoda jest wtedy  ważniejsza aniżeli notoryczne grabienie...Cóż,to już ordynarny snobizm.

Staw jesienią.
Gospodarz u którego gościłem, na stare lata będzie miał radość podziwiania swoich dorodnych drzew, usiądzie na bujanym fotelu, wysłucha koncertu ptaków i co istotne w jakimś sensie spełni się jako człowiek. Do tej pory rośnie u niego ponad tysiąc drzew i odmian krzewiastych perełek. A wiecie dlaczego? Ponieważ nie kierował się durną modą, czy opiniami innych, często nieszczerymi. Chciał spełnić marzenie, a przy okazji ochronić cząstkę przyrody, którą wokoło niszczymy.

A kuku, co mi zrobisz ;)
Jeśli mamy taką możliwość, sadźmy nasze ojczyste drzewa i krzewy, są tańsze i odporniejsze od tych egzotycznych mieszańców w różnych szkółkach i sklepach ogrodniczych! Nie dajmy się zwariować. Człowiek, u którego miałem przyjemność sadzić drzewka, po wielokroć żalił mi się na fakt, że tracił wiele czasu i pieniędzy na odszukiwanie polskich gatunków drzew. Na przykład trudno mu było zakupić sadzonki jesiona wyniosłego, albo obu nadwiślańskich gatunków topoli. Te, które mu oferowano w szkółkach ogrodniczych były genetycznymi mieszańcami, które nie miały nic wspólnego z polską florą dendrologiczną. To po prostu żałosne. Jak tak dalej pójdzie, to faktycznie na Mazowszu sadzić będziemy palmy znad Sahary! Zapewne genetycznie modyfikowane. Jedna, sztuczna już w Warszawie straszy.

Kto zgadnie, co to cóś rośnie?
W polskich miastach wycinają ostatki miejskich skwerów i parków. Pod parkingi, kolejne  markety, albo luksusowe budownictwo dla wybranych. W lasach trwa żezanie na całego, w Puszczy Bolimowskiej całe hektary idą pod piłę-informacja kolegi, który był tam niedawno. Obawiam się, że przyjdą nieodległe czasy, kiedy na terenach prywatnych ich właściciele świadomi tragedii przyrody-jedynie tam nie pozwolą jej bezcześcić. To smutne, ale państwom narodowym bardziej zależy na zysku i słupkach ekonomicznych , niźli ochronie przyrody. Nie wspomnę o rankingach popularności różnego rodzaju polityków, których powinno się zwyczajnie wysłać w jakąś czarną bezdenną dziurę.

Ale co mi po marudzeniu. Nie jestem jedyny, który o tym głośno pisze... Róbmy tyle dobrego, na ile możemy.

Fotografie otrzymałem dzięki uprzejmości właściciela. Wielki szacun, za to, co robisz.










11 komentarzy:

  1. Serce rośnie na taką radosną wiadomość. Piękna działka z tak pieczołowicie zgromadzonym drzewostanem. Rzeczywiście wielki szacunek. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcieć to móc - w najlepszym wydaniu. Gratulacje dla Tomka i Sławka, który mu dzielnie sekunduje :)

      Usuń
  2. Słuszna inicjatywa ! Również jestem zwolennikiem sadzenia rodzimych gatunków roślin. Gatunek, który nie został tutaj wymieniony a który bardzo lubię to jałowiec. Bardzo przyjemny widok, szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Czy te drzewa owocowe są z nasion czy szczepione ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te drzewa owocowe są na podkładkach antonówki, polecam stronę
      http://stareodmiany.pl/

      Usuń
  3. Gdyby większość ludzi świadomie dosadzała naszymi drzewami choćby skrawki ziemi, kraj by nam wypiękniał. Apropos jałowców, kumpel umyśliwa jałowczyki przed domem posadzić, więc nie jest odosobniony w tym, że to ładne krzewy. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdyby większość ludzi świadomie dosadzała naszymi drzewami choćby skrawki ziemi, kraj by nam wypiękniał. Apropos jałowców, kumpel umyśliwa jałowczyki przed domem posadzić, więc nie jest odosobniony w tym, że to ładne krzewy. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Warto rozmnażać jabłonie z nasion. Mam kilkanaście dzikich jabłoni wykopanych z przydrożnych rowów i skraju lasu. W tym roku dwie pierwsze rozpoczęły owocowanie, obie są wysokości około 2,5m z tym, że jedna ma formę krzaczastą a druga z jednym pniem. Byłem bardzo zaskoczony wielkością jabłek, największe miały ok. 9cm średnicy. Jabłka były żółte z jednej jabłoni, z drugiej zaś- jasnozielone, nakrapiane czerwonym. W suche i upalne lato od czasu do czasu je podlewałem i stąd zapewne ten rozmiar ale z tego co zaobserwowałem jabłonie rosnące dziko poradziły sobie bez opadów, tylko jabłka były o 1/3 mniejsze ale równie smaczne co moje. Smak zupełnie inny od "plastiku" sprzedawanego w sklepach. Uprawiam je bez żadnego nawozu typu obornik, kompost etc. , pozostawiam pod nimi liście, trawy nie koszę(staram się obserwować naturę i wyciągać wnioski). Mam też małe jabłonie ok.50cm ,które wyhodowałem samodzielnie z nasion, m.in. papierówka, jestem dobrej myśli co do owoców. Pamiętajcie, że w naturze chodzi o różnorodność a taką gwarancję zapewniają nasiona. Nie jest moim celem krytyka kogokolwiek bo każdy ma swoją drogę dochodzenia do uniwersalnych prawd ale trzeba zaznaczyć, że połączenia, które daje szczepienie praktycznie nie występują w naturze, ponadto szczepienie wpływa na żywotność drzewa oraz odporność na choroby i szkodniki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli byłaby taka możliwość, to chętnie bym zakupił 1 czy 2 sztuki tych 50 cm jabłoni. Jeśli by kolega/koleżanka wyrażała ochotę, to podaje adres tkloszewski@wp.pl

      Usuń
    2. Przepraszam, ale nie mam obecnie "na zbyciu" sadzonek jabłoni. Jesienią tego roku posiałem "większą" ilość pestek, które mam m.in dzięki sąsiadom ze wsi. Ale jak wyżej napisał Darek-"chcieć to móc", zapewniam, że np przesadzanie dzikich jabłoni jest bardzo łatwe, bardzo dobrze się przyjmują (największe, które przesadzałem miały jakieś 180 cm), siane rosną szybko, w zależności od genów nawet ok 50 cm w pierwszym roku (mniejsze nasienie-to może być 20 cm w pierwszym roku). Za dzikimi jabłoniami warto rozejrzeć się przy drogach prowadzących od/do wsi i jak pisałem- na skrajach lasów. Ludzie często jedzą jabłka starych odmian szczepionych i wyrzucają ogryzki do rowów. Jedna z moich dziczek (ta o zakrapianych na czerwono owocach) pochodzi najprawdopodobniej od jakiejś współczesnej odmiany niskopiennej ale nie wiem na ile ta informacja jest prawdziwa- podobno poprzez kolejne odradzanie się z nasion jabłoń może wrócić do swojej pierwotnej formy. Widać np że moja dziczka jest "mocniejsza" fizycznie, nie widać na niej żadnych oznak chorobowych, ma bardzo silny wzrost. Druga jabłoń o której wspomniałem pochodzi najprawdopodobniej od jakiejś starej odmiany bo w sklepie czegoś takiego nie widziałem.Poszukaj a znajdziesz! szukaj w opuszczonych sadach, u ludzi na wsi poproś o kilka jabłek, czasem przy ruchliwych drogach ( tak zdobyłem czereśnie). Dzikie jest piękne i super wytrzymałe ! Pozdrawiam !

      Usuń
    3. W zasadzie to u mnie i tak już rośnie trochę dziczek samosiejek. Pozdrawiam

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń