piątek, 8 stycznia 2016

Zapora we Włocławku, a Wisła skuta lodem pod Płockiem

Fragment Wisły pod Płockiem.
Od kiedy w 1970 roku uruchomiono na Wiśle zaporę wodną we Włocławku stan środowiska przyrodniczego powstałego zbiornika ulegał stopniowej degradacji. Wszyscy rodowici płocczanie pamiętają końcówkę lat 70 i 80-tych  ubiegłego wieku, jak wody Wisły śmierdziały ropopochodnymi świństwami spuszczanymi z płockiej rafinerii. Złowione ryby przez wędkarzy cuchnęły, nie wspominając o wypływach ścieków ze szpitala na Winiarach i z samego Płocka.

Jako kilkuletni chłopiec pamiętam biwaki z babcią na Wyspie Brwileńskiej i jej brzegi już wówczas szlamiste i rozwodnione szklistą mazią kolorowych plam. Pierwsze martwe kormorany leżące na brudnych plażach i umierającego na moich oczach lisa. Taki postęp wymyśliła nam ludowa władza, z krzykliwą propagandą ujarzmiania przyrody. Szumny program kaskadyzacji Wisły był tego dowodem. Przy tej okazji zatopiono pod Wistką Królewską na wyspie cmentarz po kolonistach niemieckich i schron partyzantów z AK pod Głowiną. Obecnie zalane wodami tegoż Zbiornika Włocławskiego.

Sryż, lód i kra....
Oczywiście przy brzegach Zalewu miała powstać cała sieć ośrodków wypoczynkowych i mekka dla żeglarzy. Były, a i owszem tyle że z czasem ludzie przejrzeli na oczy w jakim syfie przyszło im się kąpać i uprawiać wodniactwo. Niegdyś na odcinku Płock-Włocławek Wisła była rzeką meandrującą, z wieloma wyspami i łachami piaszczystymi. Dzięki tej wtórnej dzikości, rzeka miała możliwość samooczyszczania się, stwarzała dogodne warunki do rozmnażania się wielu gatunkom ryb i ptaków. Ludzie Wisły, mimo, że korzystali z jej zasobów, mogli być pewni, że starczy dla wszystkich, a  rzeka wykarmi, da zarobek i wypoczynek. Funkcjonowała prężnie żegluga pasażerska. Tak było do czasu budowy włocławskiego obrzydlistwa z betonu.

Obecny Zalew Włocławski to stojący wodą akwen jeziorowy, gdzie podczas silniejszych mrozów wszystko zamarza. Tworzą się spękania lodu i góry postrzępionej niebezpiecznej kry zalegającej przy brzegach. Groźne są zatory lodowe, które sięgając aż do Wyszogrodu, corocznie uszkadzały filary tamtejszego drewnianego mostu. Sam zbiornik stagnuje, nie ma ruchu wody, świeżej cyrkulacji, rzecznego prądu. Przez lata eutrofizacja zrobiła swoje i w większości jeziora jest płytko. To sprawia, że czapy zlodowaciałej masy napierają na brzegi, niszcząc skarpy, obsuwając zwałami ziemi jej fragmenty. Naukowo określa się takie zjawiska mianem abrazji lub wpływami topoklimatycznymi. Doskonale można te negatywne czynniki zaobserwować po prawej stronie Zalewu-od Dobrzynia n.Wisłą po granice m. Włocławek.

W okresie letnio-jesiennym, na wodach Zalewu Włocławskiego powstają zakwity glonów czego wskaźnikiem jest produkcja chlorofilu, niedotlenienie i masowe śnięcia rybostanu. Oprócz powyższego w wodach przydennych zbiornika następuje beztlenowy rozkład materii organicznej powodując uwalnianie fosforanów i wzrost jego żyzności. Najgorszy w tym wszystkim jest dojmujący fakt narastającego wzrostu naniesionych z rzeką  związków toksycznych z metalami ciężkimi włącznie. Osiadają one na dnie Zalewu i pozostają tam na zawsze. Nikt nie myśli, co z tym fantem zrobić na przyszłość, jak zneutralizować ten syf. Niedługo, gdy jezioro zacznie zanikać i zeszlamieje odorem , tablica Mendelejewa w niej zalegająca stanie się bombą ekologiczną! Zatem rzadko kto skorzysta z takich atrakcji, nawet mając własny jacht, czy żaglówkę. Zaszaleją tylko ci, co mają wypasione motorówy, ale dla tych egoistów przyroda nie ma żadnej wartości. Liczy się lans i dobra zabawa. 

Pod Płockiem....kominy rafinerii.
Przekleństwem Zbiornika Włocławskiego jest całkowity zanik szlachetnych ryb wędrowych. Tama skutecznie zablokowała odwieczne migracje w górę rzeki łososiom, troci, cercie, brzanie czy słynnemu jesiotrowi. Jeszcze do lat 60-tych XX w. znane były wspaniałe tarliska jesiotrów pod Warszawą...Czy ktoś o tym jeszcze pamięta? Tak zgwałcono piękno przyrody nadwiślańskiej. Teraz, mając wielkie możliwości zadośćuczynienia tej krzywdzie naturze i ludziom, słyszy się o powrocie archaicznych pomysłów na budowę kolejnych stopni wodnych. Dosłownie rodem z gierkowskich planów betonowania wszystkiego, co żywe i zielone. W wolnej Polsce chce się małpować zachodni model regulacji rzek i ich skanalizowania. Jakbyśmy się cofnęli o półtora wieku wstecz... Czy to skrajna głupota, czy jednak świadoma i perfidna chęć zawłaszczenia przez grupkę cwaniaczków spod budki z piwem narodowego bogactwa jakim jest przyroda? Sądzę, że tak właśnie jest. We Francji, w USA, w Niemczech mądrzeją i renaturalizują obetonowane rzeki. Mało tego, rozbiera się tam istniejące zapory wodne! A w kraju nad Wisłą jak za króla ćwieczka-rozkopać, wyregulować, zabetonować i wyprostować. Byle dać zarobić swoim ziomalom i coś dla siebie uszczknąć [sić!].

Szaleniec na Wiśle.
Mam nieodparte wrażenie, że największymi szkodnikami polskiej wolności są klany politycznych pasożytów. Od góry w Warszawie, po zapyziałą gminę z twardogłowymi spaślakami spod znaku koniczynki. Wybaczcie, ale tak to widzę, obserwując ćwierćwiecze haniebnych kroków ze zniszczeniem Społecznej Straży Ochrony Przyrody, nieuprawnionym wetem dla samorządów, które do dziś torpedują  powoływanie nowych parków narodowych i rezerwatów przyrody, a kończąc na zakusach wycinania Puszczy Białowieskiej. Zatem nie dziwi fakt, że Wisła to smakowity kąsek do hydrotechnicznych machlojek... Bo w uczciwe intencje tutaj nie uwierzę.

Zachód wiślany pod Płockiem...
W sprawie zapory we Włocławku, sa rozsądne i konkretne plany jej rozebrania. Ale jak widać, nikt nie ma jaj, by tego kroku dokonać. Za to bredzi się bez pomyślunku o kolejnym betonowym straszydle w Nieszawie, nowym progu pod Ciechocinkiem, który w tym roku planują wykonać-dewastując Zieloną Wyspę z gniazdem bielika i migrującymi tam wilkami! Kompletna wręcz indolencja. Oczywiście za te inżynieryjskie wyczyny meliorantów zapłaci polski podatnik. A są to grube setki milionów złotych. 

W zasadzie nikt w Polsce nie uczy się na błędach. Poza nielicznymi mądrymi ludźmi i przyrodnikami.Pod Płockiem Wisła skuta lodem, cofka Zalewu Włocławskiego sięga aż po Kępę Polską i zniekształca od lat reżim hydrologiczny rzeki, Wisła spowalnia, płycieje, ale nie dlatego, że tam kępy i wyspy piaszczyste, a dlatego, że Zbiornik Włocławski pośrednio ją tłamsi. Czy ktoś w końcu pójdzie po rozum do głowy? Wiślana przyroda i ludzkie zdrowie są bezcenne.

2 komentarze:

  1. Piękne zdjęcia! Chyba muszę w końcu wrzucić swoje z Pilicy..

    OdpowiedzUsuń