wtorek, 28 lutego 2017

Zacisze malarstwa Mirosława Lumy

Pan Mirosław Luma podczas wystawy swoich obrazów.
Podziwiając malarstwo Mirosława Lumy, wciąż próbuję odszukać ukrytą tajemnicę, która kryje się za tłem jego dzieł. To, co mnie niepokoi to właśnie chropowate, albo gładziutkie tła, na których zawisają kolory nanizane pędzlem artysty. Na jednych obrazach jest ono jeszcze płynne, mokre i bardzo ciepłe, co wprawia uważnego widza w zdumienie.Obrazy te dzięki temu żyją! Ma się wręcz namacalne złudzenie, że miłośnika sztuki zaraz  pochłoną, aby nasycić się jego niewyartykułowanymi tęsknotami.

Żywe kolory na obrazach Mirosława Lumy są zarysem silnych emocji malarza. Tak przypuszczam. Podążają za nim w jego zaciszu myśli, a nade wszystko w usilnym pragnieniu utkania z nich jakiegoś spokoju w sobie samym. Stąd cała gama barw, nagłych pociągnięć narzędziem tworzenia, tudzież grubościami farb pokrywających ograniczone  powierzchnie płócien. W tym przypadku w technice gwasz na papierze. Ta niezwyczajna różnorodność sztuki Lumy upodabnia ją do dzikiej geomorfologii rzeki, albo świeżo odkrytej mozaiki na prastarych kamiennych płytach. I znowu te tło, tym razem surowe, z lekka obleczone dziewiczymi błonami leciuchnych pajęczyn. Pociągają ku sobie i intrygują.

Dyskretny urok działa Mirosława Lumy.
Dzieła artysty malarza Mirosława Lumy, podczas wystawy.
To dzieło mocno mną poruszyło, tło, kolorystyka no i to coś...
Boję się wniknąć w artyzm Lumy, Im dłużej go wyczuwam, przeczucie podpowiada bym odszedł. Ale człowiek z natury jest ciekawski, tym bardziej, że artysta igra z urojonym czasem rodem z dalekich pustkowi Australii.. Rdzenni mieszkańcy tego ogromnego kontynentu w ogóle nie znają jego ram i gardzą nim. Sądzę, że Luma poznał jego chichoczące obrysy zakamuflowane w bogatej kolorystyce tamtego osamotnienia. Wbrew pozorom, nie obawia się ich, bo nie ma z nimi nic wspólnego.Luma posiadł własny czas. Odosobnienie płockiego artysty jest najbliższe z tego nadwiślańskiego zacisza. Z inspirujących krajobrazów Mazowsza, z rodzinnych miejsc urodzenia. Dlatego jest dobre, przyjazne i znajome.

Wystawa malarstwa Mirosława Lumy zatytułowana Gdzie jest miejsce na ogród? otwarta w siedzibie Muzeum Mazowieckiego w Płocku 24 lutego 2017 roku jest pokłosiem prac malarza z lat 2015-2017. Ten w moim mniemaniu przewrotny tytuł wystawy jest kolejnym dowodem na mocowanie się artysty ze sztuką kolorów. Śmiem nawet stwierdzić, że to, co widzimy na obrazach Lumy, to rodzaj wyzwolenia z okowów istnienia tu i teraz. Ogrody to tylko pretekst. Zamalowane tło nie pozostawia wątpliwości, ogrody kwitną tutaj nieustannie! Kipią boleściami życia i uwolnieniami z wiatrami pragnień Lumy. Ale uprzedzam, to może być jedynie początek, artysta ma coś w zanadrzu. Wolność w interpretacji jego dzieł. Więc moje mądrzenie się teraz na nic się zda, jeśli chcemy odkrywać je po swojemu i intymnie.

Kolejne cudeńka.
Plakat muzealny promujący wystawę malarstwa Mirosława Lumy.
Moje dwa ulubione obrazy Lumy, stąd moje skojarzenie z kolorystyką Aborygenów. Zapewne przesadziłem...
O gustach się nie dyskutuje. Każdy z nas ma swoją wrażliwość i swoje rozumienie malarstwa. A czasami dobrze nic nie rozumieć i nic nie nazywać. Wówczas spotka nas niespodzianka, zaskoczenie a bywa, że wzruszenia. 

Człowiek jeśli naprawdę chce,  wypielęgnuje ogród swoich marzeń, pozwoli mu się rozrosnąć, zakwitać i co najistotniejsze zaprosić do niego kogoś, na kim mu zależy. W takim ogrodzie roznoszą się wonie i zapachy, różnokolorowe kwiecia oblecą wiosenne motyle, a ptaki odnajdą tam schronienia. Wystarczy mu nie przeszkadzać, być dyskretną cząstką tego, co samemu powołało się do życia. Takie jest właśnie malarstwo Mirosława Lumy, Uspokajającą podróżą z zamyśleniami na chwilkę. Te chwile są poezją koloru.

I następne cuda.
Fragment wystawy.
Od lewej płocka poetka Pani Wanda Gołębiewska, Pan Mirosław Luma, [trzymający kwiaty], Pan Leonard Sobieraj, dyrektor Muzeum Mazowieckiego w Płocku, oraz żona artysty, Pani Ewa Luma.
 Podczas wystawy dzieł Mirosława Lumy można było spostrzec, że twórca jest nieco zakłopotany całym wydarzeniem, jakby miał zaraz przemówić do zebranych i przeprosić, że kłopocze wszystkich prezentowanymi tutaj obrazami. Czyżby malowane ogrody artysty tak uzewnętrzniły jego sekrety? Tego nie potrafię ocenić. Ale wiem, że ten dzień przeżył bardzo mocno i intensywnie. Przyznam, że był to i dla mnie jakiś rodzaj przyjemności. Energia obrazów pędzla Lumy dobrze działa na zmysły kontemplującego przechodnia. Gdyby ktoś z Was chciał uszczknąć coś z tego kolorowego torciku, to informuję, że wystawa trwać będzie do 2 kwietnia 2017 roku w Muzeum Mazowieckim w Płocku, ul. Tumska 8.

Zapraszam gorąco.














1 komentarz: