poniedziałek, 13 marca 2017

Wiślane szarości na przedwiośniu

Wczesne przedwiośnie na środkowej Wiśle zawitało deszczem i podmuchami porywistego wiatru. Jestem w młodym i mocno przekształconym lesie łęgowym. Drzewostan to wierzby i mieszańce topól ze śladami silnej antropopresji ludzkiej. Liczne ścieżki nad brzegiem, miejsca po ogniskach wędkarzy, i pełno śmieci. Ci, co łowią nad rzeką powinni z troską podchodzić do wiślanej przyrody, ale zasyfiają ją niemiłosiernie od lat. Wędkarze to najgorsze brudasy polskich wód![większość z nich].

Wisła Środkowa przed wiosenną burzą.
Kilka dni temu poziom Wisły osiągnął stany alarmowe. Te dziecinne igraszki Królowej to zaledwie pięć metrów z hakiem. A włodarze gmin mało pawia ze strachu nie puszczali, już panikowali jak rozkapryszona dzieciarnia. Śmieszne to i jednocześnie takie żałosne. Jakby nie znali odwiecznych rytmów wielkiej rzeki, która musi się rozlać, wystąpić z brzegów, zasilić swoje odnogi świeżymi falami wód. Ktoś, kto dobrze zna realia gminnych machlojek, wie, że nie o troskę ludzi tutaj chodzi, a o kasę, która uszczupliłaby konta lokalnych cwaniaczków. I dobrze wiem, o czym piszę.

Pierwsze krzewy leszczyn już kwitną żółtawym nalotem pąków. Na wierzbach pojawiły się kotki bazi obleczone miękkim puszkiem. Gdzieniegdzie zalegają topniejące hałdy kry i lodu, przeważnie wśród korzeni drzew. Apokaliptyczne ciężkie chmury granatem depresji przemieszczają się nad pomarszczonym lustrem rzeki. W łęgach runo jest jeszcze bezkwietne, odbijają tylko pojedyncze kłącza i badyle w kolorze soczystej zieleni. Stare gaje topolowe ocieniają wszystko wkoło, nawet młode drzewka wiązów i głogowe gęstwa. Ale i tam pączki na gałązkach już nabierają rubensowskie kształty.

Ostatki zimy.
Dzikie odmiany róży na skraju łęgów, tuż nad skarpą wiślaną.

Nieduże grupy kowalików i sikor bogatek uwijają się wśród rozgałęzionych koron lasu. Często te mniejsze, szczebiotliwe całymi chmarami opadają we wszystkie załomy i szczelinki opadłych konarów, na których z wielką pasją żerują w poszukiwaniu owadów i ich larw. Nie gardzą także pąkami. Szczególnie lubią penetrować długoletnie i omszałe kłody wierzb, zawilgocone po ostatniej zimie. Podtopienia wiklin i fragmentów olszynowych lasków są nader skrupulatnie odwiedzane. 

Na Wiśle pojedyncze bielaczki szykują się do powrotu ku Skandynawii. Lecą tam i z powrotem nad lustrem wody, niespokojne, ruchliwe. Kormorany pojawiają się w kilku osobowych grupach i nabierają sił. Polują. Słychać w oddali jakieś nieśmiałe nawoływania żurawich pieśni, ale są dość sporadyczne. Odpoczywają w trakcie swoich podróży na mieliznach i namuliskach przybrzeżnych zatoczek. Tam też nocują. Zielone dzięcioły rozpoczęły swoje amory, bo gonią się nawzajem i walą w pnie topól. Najlepiej obserwować je o poranku i późnymi popołudniami Dołączają do nich czarni kuzyni, ale ci wolą sędziwe sokorowe skupiska, gdzie łatwiej o porządną dziuplę i ukrycie się w rewirze ochronnym. Tam najwcześniej idą do słońca pierwsze bluszczyki kurdybanki i wszędobylskie złocie-flora runa wykształconego łęgu.

Podtopione łęgi nad Wisłą.

Łęg wierzbowo-topolowy nad Wisłą.
W starorzeczach połączonymi z rzeką do tarła sposobią się małe różanki  Już w miejscach odludnych, pod nawisami zatopionych korzeni i zgniłej roślinności oraz na piaszczystym dnie srebrzą się ich łuski. Aby podziwiać je w całej krasie, woda w takich zbiornikach musi być dobrze natleniona i czyściutka. Do tego żyć tam powinny małże i skójki, z którymi różanki trzymają sztamę. Wtenczas samica różanki aż do samego lipca składa po kilka jaj do jamy skrzelowej małża. Ten niezwykły akt płciowy do wyjątek w krajowej  ichtiofaunie  Tam, we wnętrzu skorupiaka, jaja różanki rozwijają się we względnym spokoju, by po około miesiącu wypłynąć jako młode latorośla wykształconych rybek.  Z faktu, że w polskich rzekach masowo giną małże z powodu zanieczyszczeń wód, ubywa też sympatycznych różanek. Znam na środkowej Wiśle zaledwie kilkanaście takich stanowisk i są one bardzo zagrożone. Na przykład poprzez zasypywanie starorzeczy gruzami po budowach, albo uruchamianiem barbarzyńskich miejscówek do pobierania piasku! Oczywiście, ta głupota to brak jakichkolwiek działań ochronnych wiślanej przyrody i machloje lokalnych bonzów z gminnymi politrukami...

Proszę mi wierzyć, po takich ludziach, mam czasami przekonanie, bliskie skrajnościom, że człowiek przyrodzie wcale nie jest potrzebny. To notoryczny szkodnik egoista zapatrzony w swoje nadęte ego. Bez niego Natura by z pewnością odetchnęła... Ale to piękna utopia.

Przywiśle.
Róże na wierzbach :) Przepraszam za marną jakość zdjęcia-wiatr...
Wierzbowe kotki marcowe.
W rzece opadł poziom wody o ponad 2,5 metra. Wszelki syf zalega na jej brzegach. To uroki wiosennych kaprysów Wisły. Wszystko, co kisiło się w zaroślach, dołach, i w przybrzeżnych lasach wypłukało z podwójną siłą. Wtedy bolą oczy. Serce krwawi. Aż strach pomyśleć ile tego ludzkiego badziewia ze śmieci kryją rzeczne trzewia.

Na przywiślanych łąkach słychać pierwsze trele skowronka! Samotne grusze na miedzach obsiadają wróble z pobliskich gospodarstw rolnych  Kiedyś pospolite, teraz jakby ginące z krajobrazu polskich wsi. Bo w miastach to już rzadkości. Szpalery wierzb głowiastych powabnieją pomarańczowym nalotem -znak, że niedługo puszczą listki. Może za dwa, trzy tygodnie, zależy od ciepła. Widok tych wspaniałych drzew przypomina, że to ślady po Mennonitach. Bez nich nadwiślańskie Mazowsze będzie puste i totalnie ogołocone z czegoś magicznego, włącznie z diabłem Borutą.

Wiślane przybrzeże.
Wiślane paznokcie, niestety nie mam lakieru :)
Łodzie wiślane pod Wzgórzem Tumskim w Płocku.
U stóp Wzgórza Tumskiego w Płocku leżą do góry dnem ostatnie wiślane łodzie. Drewnianych lejtaków prawie już nie ma. Tęsknię za widokiem starych rybaków, którzy pływali po rzece i łowili wielkimi siatami szapnerów. Był w nich ten romantyzm i jednocześnie surowy mir, którym obdarzali Wisłę. Pamiętam ich jak za mgłełką.

1 komentarz: