niedziela, 5 sierpnia 2018

Głęboka ekologia Janusza Korbela

Gdzie zaczyna się głęboka ekologia? Czy tam, gdzie ktoś uważa, że wie dlaczego musimy chronić przyrodę, zna prawdę, wie jacy powinni być inni ludzie, wymierza im sprawiedliwość, wystawia oceny a nawet posuwa się do gniewnych reakcji w obronie przyrody? Czy może tam, gdzie ktoś udaje się na wieś albo do lasu, żeby prowadzić skromne życie segregując odpadki i żyje w poczuciu świętości blisko natury? Myślę, że nie. Głęboka ekologia zaczyna się wówczas, kiedy jest nam żal wycinanych drzew, zabijanych zwierząt, regulowanej rzeki. I oczywiście musi temu żalowi towarzyszyć jeszcze jeden warunek: głębokie wątpienie i zapytywanie - dlaczego tak się dzieje? Czy tak musi być? Jakie są przyczyny?

Nadrzeczny las topolowy.
Jest też pytanie: skąd biorą się takie kwestie? Dlaczego w ogóle zapytujemy?

Odpowiedzią na to, dlaczego żal nam wycinanych drzew i zabijanych zwierząt jest, iż wewnętrznie odczuwamy z nimi bliskie pokrewieństwo - podświadomie czujemy, że nie jesteśmy dwoma, lecz jednym - a pod fundamentalnym pytaniem dlaczego zadajemy owe głębokie pytania" leży transcendentna odpowiedź: Ponieważ kierujemy się wiarą! Wierzymy, że jest odpowiedź, zapisana w jakimś uniwersalnym wzorze Prawdy Przyrody. Każde wątpienie, każde głębokie zapytywanie, to tylko druga strona monety, którą uzupełnia wiara. Bez wiary nie może być głębokiego zapytywania.

Rzeka Wisła w zimowej szacie.
 Dopóki pozostajemy na intelektualnym, dosłownym poziomie naszej logiki, dopóty możemy zajmować się jakimś gatunkiem, kampanią ekologiczną, ekosystemem, warsztatami ekologicznymi, a potem zmienić zainteresowania i zająć się czymś zupełnie innym. Nic w tym dziwnego. Dopóki pozostajemy na poziomie intelektualnej dosłowności, dopóty brniemy w różne antropocentryczne -izmy, teorie. Mamy coraz więcej informacji, z którymi większość z nas się zgadza, świat przyrody opisaliśmy na milionach stron, ale dalej go niszczymy. Bo jest on na zewnątrz nas. Jest tylko przedmiotem obserwacji lub badań, tematem edukacji, którą prowadzimy wyszkoleni przez instytucje także pozostające na płytkim poziomie. Bo nasze intelektualne zapytywania są zapytywaniami martwymi, płytkimi, pozbawionymi wiary. W imię przekonań i ideologii możemy walczyć - w obronie przyrody - możemy nawet zabić! Ludzie potrafią zabijać także w imię Boga. Oczywiście, jeśli ktoś deklaruje, że wierzy w Pana Boga to ta literalna wiara rozwiązuje mu cały problem: tu jest człowiek, tam jest Bóg, a to są dzieła boże. Wystarczy żyć zgodnie z katechizmem i zajmować się ludzkimi sprawami, czynić sobie ziemię poddaną, a Pan Bóg zajmuje się sprawami boskimi. Ale jest jeszcze wiara transcendentna, a ta wiąże się z wątpliwościami. Czy aby na pewno jest? Czym jest? Kim my jesteśmy? Może to taka wiara kazała św. Franciszkowi o innych stworzeniach mówić jak o siostrach i braciach, odczuwać pokrewieństwo?

Jeśli boli nas zabijane zwierzę i wycinane drzewo, to znaczy, że jest ono częścią nas. Skoro szukamy przyczyn niszczenia życia na Ziemi to znaczy, że wierzymy, iż to nie jest dobre, wierzymy, że w życiu jest jakaś doskonała natura, której ufamy. Wszystkie nasze pytania, wątpienia, biorą się stąd, że wierzymy w doskonałą, na płaszczyźnie ekologicznej powiedzielibyśmy - dziką naturę. Gdyby tej wiary nie było, nie mielibyśmy żadnych pytań. Bez wiary nie ma głębokiej ekologii. Kiedy nie ma wiary, lub jest tylko relatywizująca wiara w coś na zewnątrz nas, wówczas stoimy w miejscu, bo nie ma żadnej siły, żadnej determinacji, by iść głębiej, by oddawać swoje życie dla ratowania, czy też po prostu dla realizowania siebie w pełnym wymiarze.

Dzikie Życie w rzece...

Płytka ekologia to właśnie ekologia stania w miejscu. To ekologia pozbawiona wiary, duchowości (Martin Buber "duchowością" określił "bycie czymś bez reszty przejętym", a być czymś bez reszty przejętym może być tylko ktoś, kogo determinuje głęboka wiara/zapytywanie).

Ponieważ jesteśmy całym życiem, jesteśmy Ziemią, jesteśmy prawdziwą dziką Naturą, jesteśmy właściwie skazani na myślenie i podążanie drogą głębokiej ekologii, jakkolwiek byśmy to nie nazwali. Ludzie, którzy zaprzeczają takiej drodze skazują się na cierpienia wynikające z wielkiego oddzielenia i zagubienia w obcym świecie. Przez jakiś czas mogą znajdować ucieczkę w konsumpcyjnym stylu życia (co jest teraz głównym zajęciem cywilizacji) i wszelkiego rodzaju biznesie, a także w walce z tym systemem w imię ekologicznych lub innych ideologizmów, ale nadal są przyrodą i skutki jej stanu ich nie ominą. Niektórzy próbują ukoić swoje problemy oddzielenia, w instytucjach religijnych. Myślą, że wierzą. Jeśli jednak popatrzą w lustro zauważą jaka maleńka jest ta wiara: zaczyna się od palców u nóg, a kończy na czubku głowy, no i oczywiście podpiera się różnymi wizerunkami stworzonymi przez tę maleńką istotę, wieszanymi na ścianach dla świętego spokoju. A cały kontekst dookoła? Wielki świat z jego górami, rzekami i dolinami, oceanami i lodowcami? Nie widzą, nie czują. Ale ludzie ci myślą często, że są wierzącymi i po 8 godzinach pracy dla podboju Ziemi poświęcają też jakiś ułamek czasu na potwierdzenie tego przekonania idąc np. do kościoła lub praktykując jakąś formę duchowości

Natura i komin...
Ci ludzie mogliby być wierzącymi, gdyby pojawiły się w nich wątpliwości, gdyby zaczęli zadawać głębokie pytania. Ale oni się tego boją, unikają. Boją się konsekwencji stawiania takich pytań, a bez wątpienia nie może być żadnej wiary, chociaż w naszej cywilizacji ludzi takich zwykliśmy nazywać wierzącymi! Są to przecież ludzie zredukowani. Czego się boimy? Wydaje się nam, że coś posiadamy i boimy się to utracić.


Są też i tacy, którzy mają z kolei tylko wątpienie. Nie wierzą w nic. Nic się nie uda, nic nie ma sensu. Przecież i tak umrę. Wszystko potrafią wyjaśnić logicznie i dochodzą do przekonania, że albo cały świat jest zły, albo oni są po prostu przypadkami beznadziejnymi. Wątpliwości i zapytywania pozbawione wiary w dziką naturę, w prawdziwą naturę nas samych okazują się czasami wręcz śmiertelną trucizną.

W olsie przystrumykowym.
Co jest tym, w co wierzymy? Co jest tym, co nas pcha, by rozwiać wątpliwości, by podjąć każde wyzwanie, by stawać w obronie dzikiego życia? Myślę, że jest tylko jedna odpowiedź: jest tym głęboka, wewnętrzna wiara, że miliony lat ewolucji, że cały cud życia, nasze zmysły, uczucia wszystko to, co odczuwamy jako Ja (to wielkie Ja - śmiertelny wróg małego ego-ja), jest absolutnie doskonałe, że niczego nam nie brak, jesteśmy wyposażeni we wszystko czego potrzeba, by żyć najpełniej i najpiękniej jak tylko można (niektórzy mówią, że jest to życie z miłością i że miłość to właśnie wiara, ale to już inny temat).


Wątpienie i wiara to być może dwa podstawowe filary głębokiej ekologii, dające siłę i determinację bez porównania większą niż jakiekolwiek argumenty ze świata zapytywań bez wiary i wiary bez zapytywań.

                                                                                                                               A. Janusz Korbel

Powyższy tekst ukazał się we wrześniu 2003 roku w Prowincjonalnym Okazjonalniku Literackim ''Łabuź'', nr. 46/2003, pt. Głęboka ekologia: wątpienie i wiara. Janusz Korbel był stałym autorem pisma, który jak w ''Dzikim Życiu'' pisał o przyrodzie i jej zagrożeniach ze strony człowieka. Warto byłoby zebrać wszelkie teksty eseistyczne Janusza, a potem wydać je w całości. Posiadają piękne walory literackie jak i humanistyczne. 

W dniu 7 sierpnia minie trzecia rocznica śmierci Janusza Korbela, przyrodnika, obrońcy przyrody, fotografa, a nade wszystko dobrego człowieka. 

http://pracownia.org.pl/o-pracowni/filozofia-glebokiej-ekologii 

1 komentarz:

  1. Bardzo dziękuję Sławko za ten wpis. Janusz pięknie ubrał w słowa to,co czuję. Gdyby nie ty,nie dane by mi było tych słów przeczytać. Twoje zdjęcia jak zwykle oczarowują głębią, harmonią i ciszą zadumy.Też warte są zebrania i wydania, bo umacniają wiarę w jedność że światem przyrody. Ta wiara pozwala podejmować właściwe decyzje w najtrudniejszych momentach życia.

    OdpowiedzUsuń