poniedziałek, 5 listopada 2018

Wisła, jak kobiece warkocze


Kiedy patrzymy z lotu ptaka na rozgałęzioną siatkę płynącej rzeki, nasuwa się skojarzenie z bujnymi kobiecymi warkoczami. Takie nizinne rzeki jak Wisła, Bug, czy Odra w swoich zdziczałych odcinkach przypominają niezliczone kanały, wśród których niczym klejnoty podziwiać można boczne odnogi, gęste oczka starorzeczy, oraz zabagnienia. Takiemu widokowi towarzyszą rzece wspaniałe zastoiska, namuliska, i piaszczyste łachy. Stare, już uformowane wyspy pośrodku nurtu rzeki, to prawdziwe bogactwo krajobrazowe i przyrodnicze. [młode zadrzewienia, wiklinowiska, i stare pojedyncze matuzalemy z rodzimych sokór i białodrzewów].



Jak dziewczęce bujne kształty, zachwycają zmysłami chłopięcy wzrok, tak dojrzała rzeka, której nikt nie waży się poprawiać i zamieniać w niewolniczą katorgę, potrafi obdarowywać prawdziwymi walorami swoich subtelności. Tylko ktoś mądry, kto nie pragnie władać czyjąś wolą, i ograniczać mu wolności, pojmie w czym tkwi piękno takiej swobody. Głęboka więź estety, z jego muzą,- absolutnym dziełem Stwórcy staje się jak nieskruszona skała. Najdoskonalszą w jego oczach. Kimkolwiek on jest, i gdziekolwiek on się znajduje.

Cechą uderzającą dla naturalnych koryt rzecznych jest ich tendencja ku powstawaniu meandrów i meandrującego charakteru spływających wód. Czasami określa się to warkoczykowaniem rzeki. Co ciekawsze, one wciąż się przemieszczają i w zasadzie nigdy nie zachowują dawnego usytuowania w korycie. Taki stan rzeczy trwać może do kilku miesięcy, albo nawet przez długie lata. Lecz, gdy warunki pozwolą, diametralnie się zmieniają. Żywioł rzeki potrafi zaskoczyć i zalać, lub wydrzeć ziemi dany obszar, aby w innym swym biegu utworzyć podobny zakręt lub zawijas. Dzika rzeka nabiera wtenczas rumieńców i zamienia niekiedy całą dolinę w bajkowy pejzaż. Nieustannie kipiąc formuje podwodne dno w taki sposób, że powstają przerażające głębiny, zdatne później jako kryjówki dla najdorodniejszych sumów, a kiedyś i jesiotrów. Konfiguracja dna rzeki staje się mocno zróżnicowana. Potężne doły, zapadliska, i wyrwy sąsiadują nagle z płyciznami. Piaszczyste dno jest wtedy żwirowate, na przemian ze żwirowato-kamienistym. 


 Koryto rzeki jest już wyodrębnione. powstają kolejne meandry, podcięte zakola, ze stromych, jak i niskich brzegów. Wyspy i łachy nie są rzadkością. Zarost z młodych wiklin dodają im uroku. Dolinę urozmaicają nadrzeczne nizinne lasy łęgowe. Na Wiśle Środkowej są to zbiorowiska wierzbowo-topolowe, zaś na zalewiskach okresowych podtopień resztki łęgów jesionowo-wiązowych. W takich miejscówkach woda jest całkiem nieźle natleniona. Nie stanowi monolitu, więc ciągle żyje, nanosi rumosz skalny i drzewny w górę rzeki, przemieszcza i mieli co zechce. Podczas wielkich wezbrań zasila w świeżą wodę ślepe odnogi i żyzne akweny ze starorzeczy. Tam z czasem będą to miejsca tarliskowe dla wielu gatunków wiślanej ichtiofauny. Ginące gatunki ptaków także nimi nie pogardzą-np. przepiękny remiz...

Odcinek takiej rzeki określa się mianem Krainy Brzany. Brak stabilności podłoża, oraz szybki prąd wody przy wzrastającej głębokości to ulubione środowisko dla rezolutnych brzan. Ten piękny gatunek ryb, lubi zarówno całą szerokość głównego nurtu cieku, jak i mnogość rozgałęzień samego nurtu, który zanika w zakamarach naturalnych ustroni i mini delt. Szczególnie zaś w rwącym biegu kipieli kamiennych ostróg. W lecie temperatura wody osiąga tam niekiedy ponad 20 stopni ciepła.

Żyją tutaj prądolubne gatunki mniejszych ryb z rodziny karpiowatych, do których należy zaliczyć ukleje, piekielnice, kiełbie, oraz jelce i klenie.. Z większych łuskowatych błyskotek drapieżne okonie i szczupaki. 

Pamiętam z lat 80-tych ubiegłego stulecia obserwacje wyskakujących z toni wodnej cielsk smukłych boleni w bliskości kamienistych przeszkód i głazów. Czarujące widoki! Zawdzięczam te spektakle mojemu dziadkowi, który pomimo wędkarskiej pasji potrafił się wstrzymać z łowieniem tych ryb, w tych właśnie miejscach. Jestem mu za to bardzo wdzięczny. Ciekawym Ci jestem, ilu współczesnych niby wędkarzy potrafiłoby z tego zrezygnować...


Wiślane warkocze są jak balsam dla oczu prawdziwego przyrodoluba. Miłośnik dzikich i naturalnych rzek docenia ich piękno i niepodważalny cud istnienia Natury-gdyż są immanentną wartością samą w sobie; jak powietrze, światło i słońce dla ludzi. 

Jakże obce są przeto  obrzydlistwa budowli hydrotechnicznych  z zapór i  obudów betonowych opasujących całe rzeczne doliny. Pozbawione naturalnego piękna, Wolności dla Oczu, Duszy, i Ciała. A nade wszystko życia tysięcy istnień wodnych i nadwodnych!

 Od jakiegoś czasu obserwuję jak z roku na rok wzrasta presja antropogeniczna na rzeczną przyrodę mazowieckich rzek. Szczególnie zaś na tych, gdzie te rzeki zachowały swój naturalny charakter, z wyspami pośrodku nurtu, mozaiką starorzeczy i oczek wodnych i próbuje się je zawłaszczyć.Tak, jak uczyniono to kędyś z Wisłą na odcinku płocko-włocławskim, gdzie powstało takie monstrum  nazywane Zbiornikiem Włocławskim... Ludzie tylko chcą brać, rzadko kiedy coś bezinteresownie rzekom oddać. Całe tabuny ludzi z wypasionymi wędkami i takowymi pływającymi mutantami wyławiają,z rzek, co chcą. Bo przecież teraz, w kraju bezprawia, gdzie przyroda to wróg, nie przyjaciel, stajemy się bezrefleksyjnymi władcami wszechrzeczy. Dla samej władzy i pychy. Przykładem jest amok rządzących, którym marzy się budowa tam na rzekach i przekopywanie kolejnej mierzei. Na świecie także.


Lubię kobiece warkocze. Słowiański popęd, którego tak trudno ujarzmić. Bo i po cóż, skoro to część nas samych? W dębowym chramie nie mogło zabraknąć wiecznego płomienia ogniska, i zarazem opiekunki, która przy nim trwała. 

Tak samo jest z rzekami. Stada łososi, troci i jesiotrów zginęły bezpowrotnie z wiślanych toni. Zarybianie nic tutaj nie pomoże, jeśli rzeki zamienimy w kanały dla przemysłowych barek i postawimy na nich kilkanaście zapór, wmawiając sobie, że inaczej się nie da.  Widzę kloakę na Zalewie Włocławskim i tony zalegających w nim toksycznych świństw. Na Dnieprze jest podobnie.

Dajmy chociaż żyć brzanom w wartkim nurcie Wisły, a w koronach topól drapieżnym bielikom, co kwilą coraz częściej swoją smutną pieśń o ginącej przyrodzie. Inaczej moczyć się będziemy we własnych nocnikach, ale już bez czystej wody.


2 komentarze:

  1. Przepiękny i jakże mądry tekst.Przyroda ginie bezpowrotnie,sam pamiętam będąc dzieckiem,jak w latach 60tych szły rzeczką mego dzieciństwa-Brzeźnicą szczupaki na tarło.Rzeczka ta została jedynie rowem melioracyjnym dzisiaj i śladu szczupaka wiosną tu nie znajdziesz ,podobnie żadnych innych ryb .

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Leszku, rzeczkę Brzeźnicę znam jak własną kieszeń. Pozostał krajobraz w jarze, resztę spaprali. Do dziś spuszczają syfy do rzeki. Zagubione żaby moment giną. Jakiś zaskroniec czasem popełźnie. A miasto chce tam rewitalizację robić. Smrody z Orlenu do dziś wietrzą zniszczone sady, a krzewy porzeczek wykarczowano. O szczupakach wiem od starszych ludzi. Dziękuję Panu za ten komentarz.

    OdpowiedzUsuń